album rodzinny

Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...


1934–19761977–19841985–19881989–199520162017

Nie tylko wapniaki, czyli sierpień na skałach

Kobyla Skała

Kasia i JeremiJeremiWspinać się jeszcze nie możesz, ale podobno już pijesz?

Sierpień zaczęliśmy od czegoś z zupełnie innej beczki, czyli od wspinania w piaskowcu. Basia i Kuba już tu byli, ale dla Kasi i dla mnie było to coś zupełnie nowego. Już na pierwszy rzut oka widać, że skała zupełnie inna niż te, do których przyzwyczaiła nas Jura. Nie ma charakterystycznych krawądek, wszystko jest jakieś takie jakby większe... Duże płaskie jak schody stopnie, duże chwyty... Śmiesznie...

JeremiJeremiJeremiJeremi i KubaBasiaBasia
BasiaBasia

Maja, która przecież kiedyś się ze mną wspinała, jakoś się do tego nie pali... Woli ćwiczyć niewidzialność. Dobrawa wspinać się chcę bardzo, ale uprząż jeszcze jest chyba na nią ciut zbyt duża. Może w przyszłym sezonie. Na razie pije na kocu piwo z ciocią Basią. Jeremi teoretycznie wspinać się chce, ale przewieszone drogi chyba jeszcze są dla niego ciut zbyt trudne. Tę akurat myślę miał szansę skończyć, niestety włączył mu się w głowie jakiś dziwny program sabotażysta, bo z niewyjaśnionych powodów nogi zjeżdżały mu nawet z najlepszych stopni.

W każdym razie na placu boju zostaliśmy tylko we czwórkę do trzech lin, więc kolejek nie było. Na początku poprowadziliśmy sobie wyglądającą dość łatwo nienazwaną jeszcze IV+. Tak całkiem łatwo i bezproblemowo nam nie poszła, no ale w końcu to był nasz pierwszy raz. Za drugim razem okazała się już o wiele bardziej przyjazna. Basia z Kubą bawili się w tym czasie na jakiejś VI albo VI+, a my postanowiliśmy poprowadzić sobie jeszcze jedno IV+. Kuba ostrzegał, że jak na IV+ to jest całkiem wymagające... No ale bez przesady, nawet jeśli ciut przewieszone, to przecież ostatecznie tylko IV+. Mówił też, żeby nie latać podczas wpinek... Ojtam, ojtam... Jak to nie podczas wpinek?

KubaKuba
KubaKuba

Zresztą, kto by tam słuchał bardziej doświadczonych wspinaczy. Przecież zawsze wszystko robiłem po swojemu, a czasem wręcz na przekór ewentualnym naciskom. Krótko mówiąc, nie tylko poprowadziłem, nie tylko odpadłem, ba, powiedzieć, że odpadłem przy wpince, to też mało... Jak już odpadać, to stylowo! Ja musiałem odpaść w najgorszym możliwym momencie, czyli jeszcze z liną wyciągniętą w ręce ile się tylko da! Świadkowie twierdzą, że poleciałem jakieś 7–8 metrów... Ale na pewno dramatyzują, bo to był naprawdę moment. Nie zdążyłem nawet krzyknąć, a już dyndałem na dole jak jakiś pajączek na końcu swojej niteczki. Zabawne to było... ale przynajmniej na dobre wyleczyłem się z lęku przed lataniem:). Teraz mogę już się wspinać nawet na Słowacji... Poleciałem 8 metrów, to mogę i 15, a co? Tylko dlaczego nikt tego nie sfilmował? Przegryw, jak to mówi młodzież!

Pierwszy raz z Patrycją

Kasia i PatrycjaPatrycjaPatrycja

Jeździmy na skały już od jakiegoś czasu, a najlepsza przyjaciółka Kasi nie potrafi pojąć, po co w ogóle tam się jeździ. No ale tego się nie da opowiedzieć... To trzeba poczuć na własnej skórze! Chcesz się dowiedzieć? Jedź z nami:)! Patrycja pojechała i nawet dała się przywiązać do liny. Nie wiem tylko, jak dała radę się wspinać, mając tak długie paznokcie (pierwszy raz coś takiego widziałem)... No ale dała radę! Niestety zapomniała pomalować ich na jakiś jaskrawy kolor, więc na zdjęciach nie jest to zbyt widoczne. Ale może uwierzycie mi na słowo.

PatrycjaPatrycjaPatrycja
PatrycjaKasia i Patrycja
PatrycjaPatrycjaPatrycja

W piątek pojechaliśmy na Aptekę. Najpierw wrzuciliśmy Patrycję na trójeczkę. Poradziła sobie śpiewająco, więc podnieśliśmy poprzeczkę i daliśmy jej szansę wykazać się na IV+. Poszła jak burza.

Patrycja
PatrycjaKasia i PatrycjaPatrycjaPatrycjaPatrycja
Patrycja

W sobotę pojechaliśmy do Rzędkowic. Nie udało nam się jakoś wcześnie rano zebrać i gdy przyjechaliśmy, ludzi było już całkiem sporo, a łatwe drogi w dużym stopniu pozajmowane. Jakoś wbiliśmy się na jedną drogę na Turni Kursantów, ale takie tłumy to nie dla nas. Na szczęście im dalej trzeba iść, tym mniej wspinaczy, bo jak wiadomo, jest to nacja wyjątkowo leniwa:). Zakładamy wędkę i bez większych problemów Patrycja robi sobie zupełnie czysto kolejną IV+.

PatrycjaPatrycja
KasiaKasiaKasia

Kasia walczyła między innymi z Krwawym Palcem, ale chyba wzięła przykład ze mnie i postanowiła pobić na tej drodze rekord w ilości odpadnięć:). Całą drogę robi pięknie i zgrabnie, w zasadzie bez żadnego wysiłku, a po ostatniej wpince... dup. No zupełnie tak, jak ja! No ale nie ma się co przejmować. Mnie się udało to i jej się uda!

KasiaKasiaKasiaKasiaKasiaKasiaWitek

Ja też zresztą postanawiam sobie tę drogę przypomnieć. No i powiedzmy sobie szczerze. Nie możemy przepuścić takiej okazji! Musimy Patrycję wykorzystać, ile tylko się da! Znudziły mi się już zdjęcia pod skałą po zrobionej drodze! W końcu jest szansa, żeby ktoś zrobił nam jakieś zdjęcia w akcji! Uczymy Patrycję asekurować, dzięki czemu mogę zrobić parę zdjęć Kasi, a mi kilka ujęć strzela Patrycja. Dziękujemy:).

WitekWitekWitek
WitekPatrycjaPatrycja

Reasumując: jak na pierwszy raz Patrycji poszło świetnie. Zaczynała od trójeczek, ale pod koniec zabierała się już ambitnie za szóstkowy Krwawy palec! I to wszystko z naprawdę długimi paznokciami! Krótko mówiąc, Patrycja zaliczyła wygryw! Nasz bilans też jest na plus. Mamy nowe, fajne zdjęcia, a moje słownictwo wyraźnie wzbogaciło się o kilka nowych wyrazów z młodzieżowego slangu. Niezły ze mnie pener... Czy jakoś tak...


1934–19761977–19841985–19881989–199520162017
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.