album rodzinny

Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...


1934–19761977–19841985–19881989–199520162017

Album rodzinny, lata 1989–1995

1989

WitekWrocław

Po czerwcowych wyborach dni PRL-u były już policzone. Obowiązku mundurków czy tarcz dawno nikt już nie przestrzegał, ostatni apel z prawdziwego zdarzenia, jaki pamiętam, miał miejsce jeszcze w drugiej klasie. Ale na mostach nadal wisiały zakazy robienia zdjęć, a most Grunwaldzki we Wrocławiu podobał mi się już wtedy, więc zrobiłem mu zdjęcie z samochodu, gdy na niego wjeżdżaliśmy. Przez chwilę mogłem się poczuć prawie jak szpieg imperialistycznego wywiad! Seks na kolację, śmierć na śniadanie!

Wielkanoc

Na zdjęciu obok Wielkanoc w Lutczy. 31 grudnia weszła w życie nowa konstytucja, więc rano obudziliśmy się już w Rzeczpospolitej Polskiej.

1990

W roku 1990 babcia z dziadkiem obchodzili 50. rocznicę ślubu. Jeśli dobrze pamiętam, to z tej okazji dziadek wygospodarował w kurniku trochę miejsca na łazienkę. W ramach prezentu dzieci własnymi siłami wybetonowali za domem szambo, poprowadzili kanalizację i wodę. W łazience były wszelkie miejskie luksusy z ciepłą wodą włącznie. Nie trzeba było już chodzić do wychodka ani kąpać się w miednicy. Jednym słowem nowoczesność w domu i zagrodzie.

LutczaLutczaRocznica Ślubu
Monika, Beata i Agnieszka

W szóstej klasie bardzo podobała mi się Monika, a później do końca podstawówki o rok młodsza Ola, za którą namiętnie włóczyłem się po korytarzach podczas każdej przerwy. Wiem, że to szczeniackie, ale cóż poradzić, właśnie takim niedojrzałym szczeniakiem wtedy byłem. Niestety, pomimo że robiłem już coraz więcej zdjęć, to Oli nie mam żadnego. Szkoda. Ale pozdrawiam obie dziewczyny bardzo ciepło!

MonikaBeata, Agnieszka i Patrycja
Dziewczyny przed szkołąImieniny
ImieninyImieniny

Obok zdjęcia z moich imienin. Jakże miło przypomnieć sobie tamte twarze! Olę czasem widuję, nadal jest śliczna i uśmiechnięta jak wtedy. Pozostałych nie widziałem od lat. Gdy patrzę na Pawła, przypomina mi się, jak mniej więcej w tym czasie biegaliśmy po szkole i skandowaliśmy LECH WAŁĘSA. Nie mieliśmy jeszcze prawa głosować, więc to był jedyny sposób, w jaki mogliśmy zademonstrować swoje poparcie dla przemian. Trochę naiwne i nieświadome wielu rzeczy, ale młodość ma tendencje do powierzchownych i czarno-białych ocen. Co prawda moja świadomość polityczna skokowo wtedy wzrosła, również dzięki coraz odważniejszym lekcjom historii u pana Maciejewskiego, ale oględnie mówiąc, byłem głupi i naiwny jak tapeta w motylki.

1991

W roku 1991 nic takiego się nie wydarzyło, może poza tym, że przerosłem mamę i przyjąłem sakrament bierzmowania. Moim świadkiem był Ś.P. „wujek” Zbyszek. Był to bardzo ciepły i uśmiechnięty człowiek. Na wspólnych biesiadach z nim i ciocią Renią zawsze było dużo śmiechu. Z tego co pamiętam, ich towarzystwo lubił również dziadek Janek. Na cmentarzu wujek leży zaraz obok mojego taty i myślę sobie, że obaj cieszą się z takiego towarzystwa. Przy najbliższej okazji wybiorę się do nich z gorzałką.

Witek z mamąBierzmowaniePrządki

1992

Damian, Tomek i WitekLutcza, ścięcie gruszyLutcza, ścięcie gruszy

W lutym pod siekierę, a właściwie pod piłę spalinową poszła grusza. Jako że jestem sentymentalny, to oczywiście było mi jej strasznie szkoda. W końcu siadywałem w jej cieniu, jadłem jej owoce, całowałem pod nią Justynkę. To trochę głupie, ale naprawdę to drzewo lubiłem.

Zagraniczne wyjazdy! Dwa razy, w tym raz z tatą i jego wychowankami, pojechałem na Krym, a wracając z Lutczy, tata postanowił obrać drogę przez Ostrawę. Czasy się zmieniały, granice otwierały, ubrania mieliśmy jeszcze jakby z innej epoki, ale możliwości już całkiem nowe. Wtedy chyba tego nie dostrzegałem, ale myślę, że tata bardzo lubił podróżować.

Ogród botaniczny w JałcieJałta
KrymKrymKrymKrymKrym
JałtaKrymKrym
OstrawaMarzena

A Marzena w tym czasie grzecznie odrabiała lekcje, uczyła się na egzaminy wstępne do liceum i najwyraźniej kochała w jakimś Darku. Oczywiście jeszcze jej nie znałem, ale lubię sobie wyobrażać, że ten cudownie zalotny uśmiech śle już do mnie.

Ponieważ wielkimi krokami nachodził kapitalizm, tata uznał, że najlepiej zrobię, jeśli pójdę do liceum ekonomicznego. Nie miałem lepszego pomysłu, więc dałem się przekonać i po zdanych egzaminach zacząłem naukę w szkole średniej w klasie o specjalności „ekonomika i organizacja przedsiębiorstw przemysłowych”. Po raz pierwszy w historii szkoły przyjęto aż tylu chłopców, chociaż przewaga dziewcząt nadal była miażdżąca. Chyba w październiku trafiłem do szpitala, gdzie czas umilali mi Floydzi, Dylan i kilka książek ze szpitalnej biblioteki.

Klasa 1aWigilia

1993

Nowa szkoła, nowi ludzie, nowa muzyka, nowe książki, nowe inspiracje, nowa miłość. Magda – hipiska z genialnymi kręconymi włosami, zupełnie inna niż jakakolwiek dziewczyna, jaką dotąd znałem. Szalona, nietuzinkowa, nieprzewidywalna, stuknięta. Co tu dużo mówić, zakochałem się po uszy i było to zupełnie inne zakochanie niż wszystkie dotychczasowe. Moja metamorfoza była błyskawiczna i dramatyczna. Przestałem nosić koszule z kołnierzami i mokasyny, zapuściłem włosy i z dnia na dzień nauczyłem się grać na gitarze. Mój tata poczuł się w obowiązku interweniować i na wywiadówce poruszył problem moich długich włosów, prosząc wychowawczynię o jakąś reakcję. Jednak ku zdziwieniu mojego rodziciela wychowawczyni i pozostali rodzice stanęli po stronie moich długich włosów. Jak to śpiewał amerykański poeta, który dwie dekady później zostanie uhonorowany nagrodą Nobla: Czasy się zmieniają...

Jednocześnie na zajęciach dodatkowych, pod okiem mojego nauczyciela informatyki, pana Romana Kowalkowskiego, nauczyłem się swojego pierwszego języka programowania – Clippera. W ramach koła informatycznego byliśmy też na Targach Poznańskich, a nawet w górach, co widać na załączonym zdjęciu. Jemu też zawdzięczam swoje pierwsze spotkanie z brydżem. Za wszystko dziękuję i pozdrawiam, oczywiście również kolegów i koleżanki, z którymi we wspomnianych zajęciach uczestniczyłem.

TychyWycieczka w góry
GarażBabcia KrysiaLutczaLutcza
Wycieczka do WisłyWycieczka do Wisły

Wisła, październik, moja pierwsza klasowa wycieczka, prawie cała prześpiewana przy gitarze. Nieoficjalnym hymnem wyjazdu została Parada wspomnień Kultu, ale do znudzenia grałem też Dżem, Hey, Breakout, Dylana i całą klasykę polskiego rocka lat 80. z Perfectem i Budką Suflera na czele. Co prawda na Magdzie moje umiejętności wokalno-instrumentalne wrażenia nie zrobiły, ale u innych dziewcząt trochę punktów nabiłem. Nasza klasa wróciła z Wisły mocno zintegrowana, ale prosto na dywanik naszej drogiej Pani Jarosz, do której dotarły niepokojące informacje o urządzanych przez nas libacjach alkoholowych. Przyznaję, aniołami nie byliśmy, każdy bardziej lub mniej oderwał się od rzeczywistości, niektórzy próbując pluć przez okno, trafiali w firanki, inni wyważali drzwi, jeszcze inni nie wiadomo dlaczego budzili się rano w łóżku z Renatką. Ale na pamiętnej godzinie wychowawczej chyba nikt się do picia alkoholu nie przyznał, a cała afera szybko rozeszła się po kościach, bo co tu dużo gadać, na 2A nie dało się długo gniewać.

1994

1994 już prawie zacząłem przypominać siebie. W marcu połowa naszej klasy urwała się w piątek z całego dnia zajęć i zamiast w szkole spotkała się na dworcu (mijając po drodze nauczycieli!). Pojechaliśmy sobie na trzy dni w góry na Pietraszonkę. Ta dość bezczelna samowolka również dość szybko została nam wybaczona. Nie było to chyba zbyt wychowawcze i utwierdzało nas w naszej wyjątkowości i bezkarności. Klasa 2A, pierwsza tak męska i najsympatyczniejsza klasa w ekonomiku!

PietraszonkaTychy
Lutcza

Jeśli się nie mylę, to 17 lipca razem z Magdą pojechaliśmy na stopa do Krakowa na koncert Dylana. Nie mieliśmy na bilet, więc wyłapywaliśmy chciwie dźwięki zza ogrodzenia, krążąc dookoła stadionu Cracovii w poszukiwaniu jakiegoś podwyższenia, które pozwoliłoby nam coś zobaczyć. Pod koniec koncertu otwarto bramy i weszliśmy na zalany wodą stadion (było oberwanie chmury). Tańczyliśmy boso, śpiewaliśmy, śmialiśmy się... I chyba był to jeden z najbardziej udanych koncertów w moim życiu. Potem z ledwie poznanymi ludźmi zabraliśmy się do jakiejś rudery, gdzie mogliśmy spędzić noc, w zamian pracując rano przy pieleniu czyjegoś pola. Wróciliśmy do Tychów stopem, jedząc po drodze jakieś przejrzałe banany i lody. Byłem tak zakochany, szczęśliwy, głupi i nieodpowiedzialny, że jakoś nie przyszło mi do głowy poinformować rodziców, że mogę nie wrócić na noc! Dopiero dzisiaj doceniam, jak bardzo byli dla mnie wyrozumiali.

Przynajmniej tydzień lipca spędziłem w Lutczy, a później kilka dni i nocy na świeżym jeszcze grobie Ryśka Riedla. Poznałem tam wielu ciekawych ludzi, niektórzy stali mi się nawet bardzo bliscy. Pozdrowienia dla Ewy z Bolesławca, Agnieszki z Cieszyna, Kasi z Tychów, Roberta i Leszka, z którym często graliśmy na dwie gitary.

Grób RyśkaGrób Ryśka
Klasa 3a

3A – byliśmy doświadczonymi weteranami, znaliśmy szkołę na wylot, znaliśmy wszystkich nauczycieli, wiedzieliśmy, że możemy tu prawie wszystko. Nieraz spędzaliśmy nauczycielom sen z powiek, ale jednocześnie rozbrajaliśmy ich uśmiechem i poczuciem humoru, tak że żaden nie mógł się na nas długo gniewać. Byliście po prostu świetni! – tak po latach z wypiekami na twarzy wspominała nas najlepsza nauczycielka historii, czyli oczywiście jednorazowa pani Zuzanna Lopatta (na zdjęciu obok pani Danuty Jarosz).

W październiku pojechaliśmy na wycieczkę do Zakopanego, na której oprócz wychowawczyni był z nami nawet pan dyrektor. Jeśli chodzi o moje życie uczuciowe, to aktualnie zakochany byłem w Agnieszce, ale odwagi, by się przyznać mi brakło. Jak na niedojrzałego młodzieńca przystało, pozostałem przy całowaniu jej w policzek i mówieniu do niej per „siostrzyczko”. Szkoda, że nie spróbowałem. Zaprawdę powiadam Wam młodziani, lepiej pocałować i dostać w twarz, niż... pocałować i się ożenić! Najlepiej zaś tylko całować, całować, całować, jak to pisał Mickiewicz. Na hasło „ślub” bierzcie nogi za pas.

Wycieczka do Zakopanego i słynna godzina szczerości (15 zdjęć)

ZakopaneZakopane

1995

Marzena incognitoMarzena i Witek

Taaak... To był bardzo dobry rok, no może pomijając wygraną Kwaśniewskiego. W każdym razie cieszyłem się pełną swobodą, zakochałem się do szaleństwa w Marzenie, od której ryzykując życie, wymykałem się po cichu przed północą, gdy jej tata zaraz po powrocie z pracy wchodził do łazienki, upadałem i podnosiłem się, przeżyłem mnóstwo pięknych chwil, oglądałem zachód słońca nad torami, poznałem sporo nowych miejsc, kupiłem Ewie za małą bieliznę, pojechałem na zlot hipisów do Częstochowy, sypiałem pod gołym niebem, czasem nielegalnie, na przykład na plantach w Krakowie z dwiema ślicznymi dziewczynami u boku, oglądałem Hair pod gwiazdami, wagarowałem, czytałem książki, siedząc na szkolnych parapetach, założyłem z Miśkiem i Damianem zespół, upiłem się na sublach najsmaczniejszym szampanem w moim życiu... To był naprawdę bardzo dobry rok!

U Maćka

W maju pojechaliśmy do Niemiec odwiedzić naszych dawnych sąsiadów. Dla naszego trabanta to była wyprawa życia, bo aż pod Holenderską granicę. Po drodze zobaczyliśmy Berlin, a z Weigbergu zrobiliśmy sobie wycieczkę do jakiegoś małego holenderskiego miasteczka i do Brukseli. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze panią Wisię – przyjaciółkę mamy. Od jej syna – Roberta – dostałem prawdziwy amerykański skórzany pasek, który noszę do dziś!

Holandia
Na autostradzieBrukselaBrukselaBrukselaU pani Wisi
HannoverTychy

Moje osiemnaste urodziny wypadły akurat w dniu, gdy byliśmy w Hannoverze u Pawła, mojego kolegi z podstawówki, ale najwyraźniej powtórzyliśmy je już po powrocie i nawet jak widać doczekałem się w końcu prawdziwego tortu.

TychyTychyKorzynaLutcza
Witek

A od września początek końca, czyli klasa maturalna. Kończył się chyba najpiękniejszy okres w moim życiu. Z jednej strony ciągle jeszcze dziecinnie beztroski, z drugiej pełen nowych smaków, zapachów i możliwości. Okres cudownych miłosnych uniesień i bolesnych zawodów. Wielu popełnionych głupstw, które po latach już nie zawstydzają, tylko wywołują uśmiech. Wygrzebałem trochę starych zdjęć dokumentujących ten piękny czas. Kiepska jakość potęguje wrażenie, że to zdjęcia sprzed stu lat! Pozdrawiam wszystkich tych, którzy również spotkanie ze mną miło wspominają i zapraszam do wspólnego wspominania.

Klasa 4a
...a podobno Luke Perry znowu jest wolny!

W tym czasie dostałem od taty chyba ze dwie spore puszki niepociętej, przeterminowanej błony fotograficznej. Parędziesiąt metrów jak nic! Klisza była w fatalnym stanie i często na wielu zdjęciach z rzędu kompletnie nic nie było widać, ale nie...U Mareczka (16 zdjęć)

Któregoś dnia wybrałem się z aparatem na polowanie do szkoły. Jak to dobrze móc czasem nie przejmować się zużyciem negatywu i po prostu fotografować! Na pierwszy ogień poszła Renatka, która jednak po kilku zdjęciach nie kryła zniecierpliwienia...Dzień z życia klasy IVA (część pierwsza) (47 zdjęć)

Beata
Gduśka

Jakiś miesiąc później jeszcze raz zabrałem ze sobą aparat. Pamiętam, że robiłem wtedy zdjęcia z okna siedziby naszego radiowęzła zmierzającym do szkoły uczniom. Pamiętam też, że zrobiłem kilka zdjęć właśnie w radiowęźle, który prowadziliśmy razem z...Dzień z życia klasy IVA (część druga) - wejście (14 zdjęć)


1934–19761977–19841985–19881989–199520162017

Komentarze do zdjęć:

Grób Ryśka

grzech: czy to Defil?

Witek

anonim: cudo




Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.