album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Z Tychów do Katmandu, czyli witamy w Nepalu!

Tychy - Warszawa - Mediolan - Delhi - Katmandu

Dolores i MajaSyrenka z odzysku, WarszawaPałac Kultury i Nauki, Warszawa

No tak, podróż z Polski do Nepalu do najkrótszych nie należy. Bezpośredni lot trwałby pewnie około 8 godzin, ale takiego niestety nie ma... Mało tego, Polska jako jeden z niewielu europejskich krajów nie posiada nawet bezpośredniego połączenia z Delhi, w związku z czym podróż znacznie się wydłuża. Nasza rozpoczęła się przed świtem, bo pociąg do Warszawy odjeżdżał o 5:32. Samolot odlatywał dopiero o godzinie 16, więc mieliśmy w stolicy trochę czasu. Żeby nie siedzieć bezczynnie na lotnisku, postanowiliśmy zrobić sobie spacer do Parku Łazienkowskiego. Wcześniej chcieliśmy jeszcze wejść do Muzeum Techniki, ale rano było zamknięte, a później było już nam do niego nie po drodze.

WarszawaDolores i MajaPark Łazienkowski, WarszawaDoloresMaja i Witek
Maja karmi wiewiórkęWiewiórkaPark Łazienkowski, Warszawa

Łazienki Królewskie to chyba jedno z najpiękniejszych miejsc w Warszawie. Poza tym, za takim wyborem przemawiały jeszcze dwa argumenty, po pierwsze: Maja jeszcze nigdy tu nie była, a po drugie czekają nas długie godziny w klimatyzowanych pomieszczeniach, więc przyjemnie będzie dla odmiany spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu.

Park Łazienkowski, WarszawaDoloresDolores i WitekDolores i Witek

Rano było zimno i mgliście, ale na szczęście szybko zrobiło się prawdziwie złotojesiennie, niespiesznie więc spacerowaliśmy, delektowaliśmy się piękną aurą, a Maja nawet zaprzyjaźniała się z wiewiórkami.

W końcu przyszedł czas na nasz maraton. Najpierw ponad dwie godziny do Mediolanu (tak, wiem, że to w przeciwnym kierunku). W samolocie poznałem bardzo sympatycznego Hindusa z Kalkuty – Šantanu Chakraborty'ego – który mówił prawdziwym nieindyjskim-angielskim, zresztą znacznie lepiej niż ja. Przegadaliśmy większą część lotu i całkiem sporo czasu na mediolańskim lotnisku w oczekiwaniu na następny samolot. Po czterech godzinach przerwy wsiedliśmy na pokład samolotu do Delhi, gdzie dolecieliśmy po dziewiątej miejscowego czasu. W samo południe wsiedliśmy do ostatniego już samolotu, który odrobinę spóźniony dostarczył nas do Katmandu.

Dolores i Maja
Park Łazienkowski, WarszawaPark Łazienkowski, WarszawaWiewiórkaPark Łazienkowski, Warszawa
Kathmandu z lotu ptakaHałas w Kathmandu

Jesteśmy! Jesteśmy w Nepalu! Po wypełnieniu wszelkich papierów i załatwieniu wiz, wychodzimy przed lotnisko, znajdujemy kierowcę i już po chwili siedzimy w jego wehikule. Rolę taksówki pełni zdezelowane i niemiłosiernie skorodowane Suzuki Maruti, które w Polsce nie miałoby najmniejszych szans na przejście przeglądu technicznego. Dziwna sprawa, ale w Nepalu jakoś da się takim samochodem jeździć. Cud!

Właśnie zaczyna się Dasain, w związku z tym miasto jest tak zakorkowane, że droga, która teoretycznie miała nam zająć około 20 minut, zabiera nam ponad godzinę! Ma to jednak swoje plusy. Dziś jest siódmy dzień festiwalu – Fulpati – z tej okazji na stadionie, obok którego akurat przejeżdżamy, trwa kilkunastominutowa kanonada. Huk wystrzałów rozchodzi się co prawda po całej dolinie i jest słyszalny z daleka, ale zawsze ciekawiej jest obserwować to z bliska.

W końcu dojeżdżamy na miejsce. Licząc od wyjścia z domu dotarcie do hotelu w Katmandu zabrało nam w sumie bagatela 28 godzin! Jesteśmy wprawdzie zmęczeni, ale teraz to nie ważne. Rzucamy rzeczy, przebieramy się w czyste ciuchy i ruszamy na miasto w poszukiwaniu poleconej nam przez Basię i Kubę restauracji Shree Lal. Smacznego!

Awaria, Kathmandu (Nepal)Chhetrapati Chowk, Kathmandu (Nepal)Thamel, Kathmandu (Nepal)Shree Lal, Kathmandu (Nepal)Katmandu / Kathmandu (Nepal)

Dzień dobry Katmandu!

Madhuban Guest House, Kathmandu (Nepal)Kathmandu (Nepal)

Pierwsza noc za nami. Spędziliśmy ją w Madhuban Guest House, czyli jednym z kilkudziesięciu moteli na Thamelu. Thamel to turystyczna dzielnica Katmandu pełna sklepów, sklepików, restauracji, knajpek i turystów rzecz jasna. Co prawda nie mamy pokoju z widokiem na morze, ale nie grymasimy:). Wychodzimy na balkon i zaciągamy się nepalskim powietrzem. Może nie jest ono pierwszej czystości, ale za to jaki ma aromat!

Spaliśmy długo, żeby trochę zregenerować siły po długiej podróży. Poza tym nigdzie nam się nie spieszyło, przecież i tak czekaliśmy na Basię i Kubę, którzy mieli tego dnia do nas dołączyć. Cóż za rewelacyjne uczucie! Czeka nas tu cały miesiąc! To przecież tyle czasu! Mnóstwo. Żaden pośpiech nie jest teraz wymagany.

Madhuban Guest House, Kathmandu (Nepal)
Drób na ulicach Kathmandu (Nepal)Shree Gha, Kathmandu (Nepal)Dolores przy młynie ;)Dziewczynka z Kathmandu (Nepal)Młyn modlitewny, Kathmandu (Nepal)Mały mnich w Shree Gha, Kathmandu (Nepal)
Shree Gha, Kathmandu (Nepal)Basia, Kuba, Dolores i Maja

Nasi przyjaciele dotarli do hostelu cali i zdrowi, i postanowili nie kłaść się spać, tylko udać się wraz nami na spacer. Oni byli już w Katmandu dwa lata wcześniej, więc Thamel nie był dla nich niczym nowym. Dla nas jeszcze tak. Ruch na ulicy przebija nawet ten, który zapamiętałem z Ameryki Południowej, po wąskich uliczkach poruszają się niepoliczalne ilości motorów, taksówek, riksz i ludzi. Uwielbiam tego typu klimaty, więc bez problemu odnalazłem się w nowej sytuacji, a Maja i Dolores też nie miały z tym żadnych problemów. Po ubiegłodniowym spacerze miałem też już całkiem niezłą orientację i czułem się pewnie, pomimo że zmierzałem w nowym dla siebie kierunku.

Wkrótce dotarliśmy do stupy Kathesimbu, repliki stupy ze Swayambhunath. Obejrzeliśmy również znajdującą się zaraz obok świątynię i sklep z mandalami i tankami. Stupa otoczona jest młynkami modlitewnymi, którymi oczywiście nie omieszkaliśmy zakręcić, przy czym Dolores modliła się w intencji Andrzeja, który poprosił ją o to przed wyjazdem:). Pozdrawiamy.

Basia, Kuba, Dolores i MajaŚwięta krowa, Kathmandu (Nepal)Shree Gha, Kathmandu (Nepal)Katmandu / Kathmandu (Nepal)Huśtawka, Kathmandu (Nepal)
Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)

Następnie poszliśmy zobaczyć oddalony o jakieś trzy kilometry wspomniany już Swayambhunath (więcej o tym miejscu w naszym przewodniku po Nepalu: Swajambhunath, Katmandu, Nepal – przewodnik). Po drodze podglądamy Katmandu, smakujemy, wąchamy, zachwycamy się, dziwimy, śmiejemy, zatapiamy... Jakaś święta krowa przechadza się między samochodami środkiem ulicy... mijana świątynia przyciąga naszą uwagę rzeźbionymi czaszkami i kopulującymi wizerunkami ludzi... na zaimprowizowanej z okazji Dasain huśtawce, przewyższającej nasze huśtawki przynajmniej czterokrotnie, bujają się jakaś pani z córką... obciążona parą turystów riksza okazuje się chyba zbyt ciężka dla rikszarza, który zeskakuje z roweru i z trudem ciągnie swój wehikuł pod górę... przy rzece leżą góry śmieci... smród... zapach kadzidełek... jakaś pani myje włosy w czymś co dla mnie wygląda jak zwykły ściek... jakim cudem one mają takie piękne włosy? Może w tej wodzie jest jakiś cudowny składnik? A może to genetyczne?

Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)
Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Dolores, Maja i KubaSwayambhunath, Kathmandu (Nepal)Katmandu / Kathmandu (Nepal)
Stupa Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)BasiaDolores, Witek, Kuba i BasiaSwayambhunath, Kathmandu (Nepal)

Pokonaliśmy 365 schodów, kupiliśmy bilety i weszliśmy na taras. Przed nami stupa, obok kilka świątyń, a pod nami Katmandu. Pośród nas dziesiątki małp na stałe wpisanych w tutejszy krajobraz, stąd też inna nazwa tego miejsca – Świątynia Małp.

Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Kuba i BasiaSwayambhunath, Kathmandu (Nepal)
Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Malarka, Swayambhunath (Nepal)Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)

Okrążyliśmy stupę podziwiając bogactwo obiektów, które tu były powstały. Poraża mnie różnorodność, a jednocześnie jakiś taki nieład, kompletny brak symetrii, porządku... Nie mam pojęcia czy jest to zamierzone, czy po prostu nikomu nie wydało się istotne, by wszystko to jakoś poukładać tak, jak chyba zawsze odruchowo robią to ludzie zachodu.

Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Flagi modlitewne nad Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)
Dolores i WitekŚwiątynia Małp, Kathmandu (Nepal)Świątynia Małp, Kathmandu (Nepal)Świątynia Małp, Kathmandu (Nepal)

Chorągiewki modlitewne są wszędzie w ilościach dalece przekraczających moje wyobrażenie wyniesione z obejrzanych przed wyjazdem zdjęć. Nad głowami powiewają zarówno te nowe o żywych kolorach, jak i te zupełnie wyblakłe i potargane. Furgają na wietrze jeszcze bardziej ożywiając i urozmaicając krajobraz. Jakże różne potrafią być miejsca gdzie ludzie się modlą! One również dużo nam mówią o Nepalczykach. Dobranoc.

Huśtawka, Kathmandu (Nepal)Kuba i BasiaSwayambhunath, Kathmandu (Nepal)Schody Swayambhunath, Kathmandu (Nepal)Thamel, Kathmandu (Nepal)

lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.