FOTOGRAFIA


Więcej Światła!Róbcie dzieciCytatyTaniecMoje modelki i modele
KobietaDekadencjaCiałoWidokówkiMorskie opowieściAniśkowoŚlub

Ciało

Gdy patrzyła...

Ona miała ledwie siedemnaście lat, włosy jasne, takie może do ramienia, na policzkach kwitł jej purpurowy kwiat, co płatkami mnie przyjemnie rozweselał.

Stała w oknie dumnie prężąc nagą pierś w stronę złoto-fioletowych nitek światła, przywitała mnie jak zawsze krótkim - Cześć! i najzwinniej ramionami mnie oplotła.

Stała w oknie dumnie prężąc nagą pierśStała w oknie
NiebieskookaIskierka w oknie I

Potem starłem z jej policzka słoną łzę, gdy patrzyła przez ciemności w okna stronę, zanim na błękitnych oczach przysiadł sen.

Miała usta delikatne niby len, tyle młode, ile głodne i spragnione i już nic jej nie zostało oprócz mnie.W. W.

Albo nie zdradzaj mi

* * * * *

Gorące słońca IIGorąca noga I

Na wschodzie dwa słońca bliźniacze powstają, oblewają światłem bezgłośne równiny aż pod sam horyzont, gdzie na wietrze grają strzegące jaskini skłębione rośliny... Od zachodu kanion pilnuje dostępu, swym gładkim urwiskiem drażni, niepokoi... i chociaż na traktach szkieletów zastępów wędrowiec nie dojrzy, to podejść się boi... Kapryśnie kraina swych sekretów strzeże, jednych sparzy słońcem, innych w przepaść strąci, a najodważniejszych na spacer zabierze, zwiedzie do jaskini i w ciemności wtrąci Choć niejeden śmiało szedł w owe krainy, żaden nie powrócił z tej wyprawy... żywy...W. W.

* * * * *

Lenka zimową porą ILenka zimową porą IV

Milczkiem opadający, chyłkiem bielący się śniegu, cóż w lutym, za oknem, nad ranem może być w tobie jasnego bardziej niż to, że trzeba pod kołdrą jedną i ciepłą objąć się, spleść ze sobą obydwa sny, nim uciekną przed świtem; niż to, że trzeba do nastroszonej piersi przemówić ciepłym językiem (już drzwiami trzaskają pierwsi punktualni sąsiedzi, już przez dwie ściany winda swą listę obecności szumi); niż to, że pokój rozwidnia ten chłód nagi, wilgotny, przed którym tylko nagie, wilgotne ciepło chroni - i to, co zrywa się nagle dwoiste, jednolite, zdławione, nie do zniesienia, wzbijające się z krzykiem, jawne i mroczne jak ziemiaS. B.

Lenka zimową porą III

* * * * *

Przeze mnie droga w miasto utrapienia; Przeze mnie droga w wiekuiste męki; Przeze mnie droga w naród zatracenia; Jam dzieło wielkiej, sprawiedliwej ręki. Wzniosła mię z gruntu potęga wszechwładna, Mądrość najwyższa, miłość pierworodna: Kto wchodzi do mnie, żegna się z nadzieją. Te słowa ryte na bramie czernieją, Ich treść, o! Mistrzu, jest dla mnie tajemną!

On głosem zwykłym świadomej osobie: "Tu - rzecze - z marnych wyzuj się przestrachów, Wszystko, co podłe, niechaj zamrze w tobie; Spuścić się mamy do wieczności gmachów I napotkamy tłumy niezliczone, Wiekuistego światła pozbawione".

Panu Bogu świeczkę...

Rzekł, przyjacielską rękę mi podaje, Dobrotliwymi zachęca uśmiechy; Uczułem w sercu wzruszenie pociechy I wszedłem śmiało w tajemnicze kraje. Stamtąd wzdychania, żale i okrzyki Szumią śród nocy bez gwiazd i księżyca...D. A. / tłum. A. M.

* * * * *

Stojąc przed lustrem ciszy Barbara z rękami u włosów nalewa w szklane ciało srebrne kropelki głosu. I wtedy jak dzban - światłem zapełnia się i szkląca przejmuje w siebie gwiazdy i biały pył miesiąca. Przez ciała drżący pryzmat w muzyce białych iskier łasice się prześlizną jak snu puszyste listki. Oszronią się w nim niedźwiedzie, jasne od gwiazd polarnych, i myszy się strumień przewiedzie płynąc lawiną gwarną. Aż napełniona mlecznie, w sen się powoli zapadnie, a czas melodyjnie osiądzie kaskadą blasku na dnie. Więc ma Barbara srebrne ciało. W nim pręży się miękko biała łasica milczenia pod niewidzialną ręką.K. K. B.

Basia przed lustrem ciszyA czas melodyjnie osiądzieWięc Basia ma srebrne ciało

* * * * *

W moich wargach wilgotnych wiedza
Trąc o łoże pierśPierś pełna żądz nieujarzmionychNiby żmija na węglach

Niewiasta, ust czerwienią znaczona zuchwałą, Niby żmija na węglach w skrętach prężąc ciało, Trąc o łoże pierś pełną żądz nieujarzmionych, Potok słów wylewała piżmem nasyconych: - "W wilgotnych moich wargach wiedza upojenia; Umiem w łożu zatopić skrupuły sumienia; Suszę łzy; krwi stygnącej bić każę goręcej I starczym ustom uśmiech przywracam dziecięcy - A kogo do nagości mej dopuszczę łaski, Zastąpię mu księżyca, gwiazd i słońca blaski! Bo, mój mędrcze, w pieszczotach ja tak wyćwiczona, Gdy owijam wybrańca w wężowe ramiona, Lub do hojnych mych piersi puszczam głodne usta - I skromna, i rozpustna, i groźna, i pusta - Że dla mnie za otchłanie takie upieszczenie Anioły by w niemocy szły na potępienie!"Ch. B.

Kogo do nagości dopuszczęSkromna i rozpustnaW skrętach prężąc ciało
Krwi stygnącej bić każe goręcejW noc zimną na żelaznym pręcieDo hojnych mych piersi puszczam głodne ustaUśmiech przywracam dziecięcyDla mnie anioły szły na potępienie

* * * * *

Ściśnij mnie ISpadam z łóżka I

Squeeze me baby, till the juice runs down my leg. Squeeze me baby, till the juice runs down my leg. The way you squeeze my lemon, I'm gonna fall right out of bed.H. W.

Spadam z łóżka II

Ściśnij mnie, aż sok zbiegnie wzdłuż mych ud! Ściśnij mnie! Aż sok zbiegnie wzdłuż mych ud! Kiedy mi to robisz... po prostu lecę, lecę z nóg!tłum. W. W.

* * * * *

Kiedy leżysz na ziemiBezbronna i naga II

Kiedy leżysz na ziemi, bezbronna i naga, skrępowana, niepewna, całkiem na mnie zdana, to smakujesz jak lody z winogron zielonych, tych greckich z nad morza, słońcem osłodzonych. Kiedy klęczysz przede mną, wabisz mnie swym ciałem, każdym ruchem zalotnym, swoich ust pożarem, wtedy smak masz papryki jak ogień czerwonej, Meksykańskiej i ostrej, dzikiej i szalonej... Kiedy jesteś tak blisko, że bardziej się nie da, że nie wiem gdzie się kończysz, a gdzie ja zaczynam, kiedy sok niby rzeka na Twym ciele tańczy wyciskany w mej dłoni z wielkiej pomarańczy, wtedy na żadnej ziemi i pod żadnym słońcem nie ma nic smaczniejszego nad Twe ciało drżące...W. W.

Skrępowana i niepewna IISkrępowana i niepewna I
Kiedy leżysz na ziemi bezbronna

* * * * *

Z żywiołów utworzone ciało IZ żywiołów utworzone ciało IIZ żywiołów utworzone ciało III
Muszą się mienić i psować IA myśli zwiedzione żądzą I

I nie miłować ciężko, i miłować Nędzna pociecha, gdy żądzą zwiedzione Myśli cukrują nazbyt rzeczy one, Które i mienić, i muszą sie psować. Komu tak będzie dostatkiem smakować Złoto, sceptr, sława, rozkosz i stworzone Piękne oblicze, by tym nasycone I mógł mieć serce, i trwóg sie warować? Miłość jest własny bieg bycia naszego; Ale z żywiołów utworzone ciało To chwaląc, co zna początku równego Zawodzi duszę, której wszystko mało, Gdy Ciebie, wiecznej i prawej piękności, Samej nie widzi, celu swej miłości.M. S. S.

A myśli zwiedzione żądzą  IIA myśli zwiedzione żądzą III
Rzeczy one IRzeczy one IIMuszą się mienić i psować II

* * * * *

Jestem znienawidzonaJestem JaponkąJestem dziewicąJestem wspaniałaJestem uśmiechnięta
Jestem ladacznicąJestem tą, która daje dzieńJestem mężemJestem ostatnia

Jestem pierwszą i ostatnią Czczoną i nienawidzoną, Jestem świętą i ladacznicą. Małżonką i dziewicą. Jestem matka i córką. Ramieniem mojej matki jestem, Bezpłodną, lecz moje potomstwo jest niepoliczone. Zamężną i panną jestem, Jestem tą, która daje dzień i która Nigdy nie wydała potomstwa. Pocieszeniem w bólach porodowych jestem. Jestem mężem i żoną. Mąż mój do życia mnie powołał. Matką swego ojca jestem, Męża swego siostrą, on zaś synem moim odrzuconym. Cześć mi oddawajcie, Gdyż ja jestem gorszącą i wspaniałą!

Jestem matką i córkąJestem pocieszeniemJestem ramieniemJestem święta
Jestem pierwsza

* * * * *

Take me to SpainCarry me caravan
Take me

Carry me Caravan take me away Take me to Portugal, take me to Spain Andalusia with fields full of grain I have to see you again and again Take me, Spanish Caravan Yes, I know you can

I have to see youI know where treasure is waiting for meSilver and gold I

Trade winds find Galleons lost in the sea I know where treasure is waiting for me Silver and gold in the mountains of Spain I have to see you again and again Take me, Spanish Caravan Yes, I know you canJ. M.

Silver and gold II
Silver and gold IIITrade winds find GalleonsMountains of Spain

* * * * *

Dwoje uroczyście wypukłych IJuż klęczyKoniecznie naga

Koniecznie naga więc to jest kobieta? Tych dwoje uroczyście wypukłych to są piersi? Czy tak zawsze przede mną będzie stała? Już klęczy Nieci nie wymyślony ogień chyba z dłoni Jakby wiedziała że głodny syci tchnieniem I już ognisko jawny kształt jej płuc Mówi będziemy jedli i z podołka Nim zdążyłem pomyśleć bułkę bierze Ale wodę to chyba wypłaczę Bym ci przed tym mogła umyć nogi A może chcesz zacząć od sutków Mówi co zjedzone to twoje Ja wiem że nie na darmo roznieciła ogień Z dwóch stron ognia czekamy które pierwsze wejdzieR. W.

Dwoje uroczyście wypukłych IIIDwoje uroczyście wypukłych IIZ dwóch stron ognia
Będziemy jedliCo zjedzone to twojeRankiem napisanaTe plecy dla ciebieWodę to chyba wypłaczę

* * * * *

TygrysekCzekam trzeci dzieńCzy wiesz, że Twoje oczy spalają mnie jak ogieńUmieram patrząc w oknoZaczyna się dzień I
Zaczyna się dzień IITak bardzo IGdy patrzę w Twoje oczy II

Czekam trzeci dzień Patrzę na drzwi Czy przyjdzie ktoś od Ciebie Czy przyjdziesz Ty Czy wiesz, że Twoje oczy Spalają mnie jak ogień Gdy patrzę w Twoje oczy Zaczyna się dzień Ja czekam czwarty dzień Patrzę na drzwi Czy przyjdzie ktoś od Ciebie Czy przyjdziesz Ty Czy wiesz, że gdy odjeżdżam Umieram dziewięć razy Umieram patrząc w okno Na korytarzu Tak bardzo, bardzo kocham Cię Tak bardzo potrzebuję Cię Tak bardzo, bardzo kocham Cię Tak bardzo potrzebujęK. S.

Gdy patrzę w Twoje oczy ITak bardzo IIStopa
Czekam czwarty dzieńJa czekam IJa czekam IILama, tygrys, i kotLama i kot

* * * * *

Ach, kiedy ona cię kochać przestanie: Zobaczysz! Zobaczysz noc w środku dnia, Czarne niebo zamiast gwiazd; Zobaczysz wszystko to samo, Co ja. A ziemia, zobaczysz, Ziemia to nie będzie ziemia: Nie będzie cię nosić. A ogień, zobaczysz, Ogień to nie będzie ogień: Nie będziesz w nim brodzić. A woda, zobaczysz, Woda to nie będzie woda: Nie będzie cię chłodzić. A wiatr, zobaczysz, Wiatr to nie będzie wiatr: Nie będzie cię koić. Ach, kiedy ona cię kochać przestanie: Zobaczysz! Zobaczysz obcą własną twarz, Jakie wielkie oczy ma strach; Zobaczysz wszystko to samo, Co ja. A ziemia, zobaczysz, Ziemia to nie będzie ziemia: Nie będzie cię nosić. A ogień, zobaczysz, Ogień to nie będzie ogień: Nie będziesz w nim brodzić. A woda, zobaczysz, Woda to nie będzie woda: Nie będzie cię chłodzić. A wiatr, zobaczysz, Wiatr to nie będzie wiatr: Nie będzie cię koić I wszystkie żywioły, Wszystkie będą ci złorzeczyć: Lepiej byś przepadł bez wieści!E. S.

Zobaczysz noc w środku dniaAch, kiedy ona...Obca twarzZiemia nie będzie cię nosićZobaczysz ogieńWoda nie będzie cię poićŻywioły będą ci złorzeczyćWiatr nie będzie cię koićZobaczysz wszystko

* * * * *

Nad wszystkie aniołyGłębin cienieMej nędzy długiej się ulitujKtóry w oku skazańca zapalasz błysk dumyWzrokiem jasnym przejrzałeś metaleMimo wszystkie klęski
W oku skazańca błysk dumny

Ty nad wszystkie anioły mądry i wspaniały Boże przez los zdradzony, pozbawiony chwały Ty Książę wygnania, mimo wszystkie klęski Niepokonany nigdy i zawsze zwycięski Głuchych mroków podziemia wszechwiedzący królu, Lekarzu dobrotliwy ludzkich trwóg i bólu, Któryś rzucił w pierś nawet najlichszych nędzarzy Skrę miłości, co Raju pragnieniem się żarzy, Który Śmierć zapłodniwszy, swą oblubienicę, Zrodziłeś z nią nadzieję, szaloną wietrznicę, Który w oku skazańca zapalasz błysk dumy, Że patrzy z szubienicy z wzgardą w ludzkie tłumy, Który znasz najtajniejsze ziemskich głębin cienie, Gdzie zazdrosny Bóg drogie pochował kamienie, Który wzrokiem swym jasnym przejrzałeś metale Od wieków śpiące w głuchym, mrocznym arsenale, Który chronisz od śmierci i zgubnego strachu Lunatyków, błądzących po krawędziach gmachu, Który starym pijaka kościom niespożytą Giętkość dajesz, gdy wpadnie pod końskie kopyto, Któryś człowieka słabego, by mu ulżyć męki, Nauczył proch wyrabiać i dał broń do ręki, Któryś piętno wycisnął, co hańbą naznacza, Na czole bezwstydnego chciwca i bogacza, Który sprawiasz, że kobiet upadłych wzrok pała uwielbieniem łachmanów i chorego ciała, Pochodnio myślicieli, kosturze wygnańców, Spowiedniku wisielców i biednych skazańców, Ojcze przybrany dzieci, których Boga Ojca Gniew i mściwość wygnały z rajskiego Ogrojca.Ch. B.

Pochodnio myślicieliKosturze wygnańcówPatrzy z szubienicy z wzgardą w ludzkie tłumyOjcze przybranych dzieciSkra miłościZrodziłeś z nią nadzieję szaloną wietrznicęPrzez los zdradzony

* * * * *

W usmiechuW przedpokojuStopyNa szafieI szukam i nie przestaje
StopaIkaNa ścianie

Nauczyłem się chodzić, by móc Cię poszukać, na czworaka, w zabawkach, w kuchni, w mące, w mleku, w przedpokoju i w szafie, w mamy sukniach, w butach, w stanikach i majteczkach, w kształtach i w zapachu. Nauczyłem się mówić, by spytać się ludzi czy Cię gdzieś nie widzieli, czy o mnie pytałaś? Niestety, człowiek z mostu nie znał odpowiedzi i dziewczyna na plaży też nic nie wiedziała... Lecz co jeśli znalazłem, jeśli nie poznałem, bo może byłem chory, leżałem w malignie, a może tylko pijany, albo zapomniałem? I szukam, nie przestaję, a serce nie stygnie, choć zegar dziś zabije, kolejnego drania co może jak ja szuka i nie wie, czy znalazł...W. W.

IBMIBMNa stole
IkaNa czworakaSzukałem w oczach

* * * * *

Nie odwracaj głowy!Na chwilę...ITo nie wiatr
Czujesz? Jestem za Tobą...To boli

Czujesz? Jestem za Tobą... Nie! Nie odwracaj głowy! Patrzę na Ciebie, czujesz na sobie moje oczy? Wpadłem tylko na chwilę... na chwilę... dla osłody i uciekać już muszę, nim mnie burza zaskoczy. To nie wiatr delikatnie Twoim włosem się bawi... nie on... nie on z czułością Twych warg tęsknie dotyka i nie on tuż przed świtem w Twoim śnie się pojawi, tylko ja... ja przylecę... Tobą... pooddychać... Podglądam Cię co rano... co noc... gdy tylko mogę... gdy zatęsknię.... Zatęsknię... Coś do uszka Ci powiem... Że Cię... no wiesz... że tylko... Być przy Tobie... Przy Tobie. I nie, nie jestem smutny... To nawet... wiesz... nie boli... Nawet jestem... choć trochę... na to też są sposoby... A Ty... Ty śpij spokojnie... Nie! Nie odwracaj głowy...W. W.

PodglądamPrzychodzęWiatr pierś całuje

* * * * *

A jesień była złota IIA jesień była złotaPnąc się po włosach II

DESZCZOWA PIOSENKA Pamiętasz? To chyba był wtorek i padał ciepły deszcz, podlewał włosy Twoje i moje wzruszał też, a zanim przestało padać wiedziałem już, że chcę tak jak ten deszcz się wkradać i zraszać Twoją pierś. A później była sobota, leżałaś obok mnie, a jesień była złota; czarowna noc i dzień! Poranek nazbyt wczesny w objęciach Twoich nóg, z miłości mokre plecy i zapach Twoich ud... A dzisiaj jest poniedziałek. Gdzie jesteś? Nie wiem gdzie! I już Cię nie zobaczę ubranej tylko w mgłę. Odeszłaś tak jak przyszłaś, już nie ma Twoich warg... I tylko deszcz już na zawsze będzie miał inny smak.W. W.

Ubrana tylko w mgłęPnąc się po włosach ILeżałaś IILeżałaś I
Dziewczyna na torachPoszłaś nie wiem gdzieNad nami wszystkimi

Więcej Światła!Róbcie dzieciCytatyTaniecMoje modelki i modele
KobietaDekadencjaCiałoWidokówkiMorskie opowieściAniśkowoŚlub

Komentarze do zdjęć:

Stała w oknie dumnie prężąc nagą pierś

mariusz: ...piękne

Gorąca noga I

chetne pisac133: mmm cudowa nozka

Jestem wspaniała

haszabiasz@o2.p: skąd fotograf bierze takie piękne kobiety? już pomijając fakt, że dobre zdjęcie

Jestem dziewicą

haszabiasz@o2.p: piękne kobiety

Niebieskooka

haszabiasz@o2.p: prześwitujesz niebieskim wzrokiem aż tu
anonim: piekne

Stała w oknie

maciek.: Ciało kobiece jest najcudowniejsze i fantastyczne.Piękna dziewczyna i bajecznie naturalna,gratuluje ujęcia.




Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.