album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Wrześniowe wspinanie

Dzień 28. i 29. – czyli kontuzje i sukcesy

WitekWypadek przy pracy

Całe szczęście moja partnerka cieszy się doskonałym zdrowiem, bo inaczej przyszłoby mi chyba pisać już tylko o kontuzjach. No ale zacznijmy od początku, czyli od tego, że Kasi idzie coraz lepiej, co z jednej strony bardzo mnie cieszy, ale z drugiej wprawia jednak w lekką konsternację. Muszę w końcu poprowadzić czysto jakąś nową szóstkę! Mój wzrok pada na Przez Zegar na Zegarowej oczywiście.

Ostatnio prowadziłem ją na dużym zmęczeniu i przed trzecią wpinką brakło mi pary, ale droga trudna nie jest, więc RP praktycznie na wyciągnięcie ręki. No to ruszam i... dup. Po pierwszym ringu wiszę na linie. Chwyty tną bardziej, niż zapamiętałem (w dodatku jeden dość istotny pominąłem), a na deser ręka wyjeżdża mi z dość fajnej, ale obłej ratunkowej klamy. Kasia znowu się ze mnie śmieje! Tym razem z tego, że uparłem się, iż magnezja na naszym poziomie nie jest kompletnie potrzebna, bo przecież VI.2 nie prowadzimy, a na łatwych drogach chwyty są z reguły jak po zbóju, w dodatku często już upaprane magnezją. No a niby teraz, by mi się przydała. No dobrze, może ten jeden raz. Ale kupować magnezję dla jednego przejścia na cały rok? Bez sensu! Dam radę bez! Nie bądźmy jakimiś magnezjowymi onanistami, co to używają magnezji nawet na trójkach, sypiąc ją przy okazji na wszystkich wokół...

Przed drugą próbą ambitnie wypiąłem pierwszy ekspres i zacząłem zupełnie od początku, ale po kolejnym locie, utracie czucia w prawym palcu serdecznym i kontroli nad zaciskaniem lewej ręki, postanowiłem aż tak zasadniczy nie być. W końcu za trzecią próbą się udało, no ale lina była już w pierwszym ekspresie, więc RP nie ma. Jest za to kontuzja. Mam nadzieję, że jutro będę mógł się wspinać!

Piątkowe wspinanie zakończyło się dla mnie przykro. Droga niezaliczona i dwa skasowane palce. Mam nadzieję, że to nic poważnego i samo przejdzie, no ale boję się, by tego przykrego stanu jeszcze nie pogłębić, więc rezygnuję z prowadzenia jakichkolwiek trudniejszych dróg. Pozostaje się cieszyć z sukcesu Kasi. Tak, sobota to zdecydowanie jej dzień. Z dużym oporem, ale w końcu daje się namówić na poprowadzenie Sąsiadów. Wiem, że da radę i oczywiście mam rację! Tym samym Kasia zapisuje na swoim koncie kolejne solidne RP! Gratuluję i drżę! Sąsiedzi VI (RP).

Drugą część dnia spędzamy na Faszystowskim. Kusi mnie Krwawy Palec, ale mój głos rozsądku (Kasia) mówi, że szkoda zdrowia. Trzeba oszczędzać rękę. Ostatecznie prowadzę sobie No Pasaran (jaka ta droga była kiedyś trudna!) i wiem już, że Kasia mogłaby ją poprowadzić choćby zaraz. Kasiu, błagam, nie rób tego! To już moje ostatnie szóstkowe RP, którego nie masz! Kasia się lituje i mówi, że następnym razem. Chcę czy nie chcę, muszę do tego czasu rękę wyleczyć i ten cholerny Krwawy palec ładnie poprowadzić!

Sąsiedzi VI (RP)Kasia

Dzień 30. i 31. – 2:0 czyli pełen sukces!

RzędkowiceKasia

W piątek szybko wsiadamy do samochodu i jeszcze przed 15 jesteśmy w Rzędkowicach. Gdyby nie korki, bylibyśmy szybciej. Dobre i to, choć nie da się przeoczyć, że dni się wyraźnie skracają. Wspinamy się do zmierzchu, który niestety następuje szybciej, niż byśmy chcieli. O 19 zachodzi słońce, ale jest trochę pochmurno i o 20:00 jest już całkiem ciemno, a my nie mamy czołówek. Ale bilans popołudnia nie jest zły, zwłaszcza biorąc pod uwagę moje kontuzje i to, że staram się oszczędzać. Pięć poprowadzonych dróg, trzy na Zegarowej (V, VI, IV+) i dwie na pośredniej: (V, V+). A na deser Ufoki na wędkę.

W sobotę na Zegarowej spoglądam nerwowo w kierunku jednej szóstki, ale Kasia rozsądnie wybija mi to z głowy. Lepiej poczekać, niż zrobić sobie krzywdę i potem mieć długą przerwę od wspinania. W ramach kompromisu pozwala mi jednak podjąć kolejną próbę poprowadzenia Krwawego palca. Biorąc pod uwagę moje obecne umiejętności, uważam że to naprawdę łatwa droga i tym bardziej wkurza mnie, że za każdym razem odpadam w kluczowym momencie. Idziemy na Faszystowski. Nie wiem, która to już próba. No musi się udać! Pierwsza wpinka, druga wpinka, trzecia... Nawet nie jestem zmęczony... Ostatnia... Czego ja się tu ostatnio chwytałem? Za duży wybór i potem nie mogę się zdecydować i tracę głupio siły. Jedna noga, druga noga, cholera zaraz się zbułuję... Teraz albo nigdy.... Chwyt nie wyjeżdża! Jestem na górze! Krwawy Palec (VI) RP. Ależ się cieszę, a tu nawet nie ma fotoreporterów. Kasiu! Rób zdjęcia. Ustaw aparat, a ja w tym czasie sobie poćwiczę Mckenziego na mój biedny kręgosłup...

Witek
Krwawy Palec (VI) RPKrwawy Palec (VI) RPNo Pasaran (VI) RPNo Pasaran (VI) RP

Chwila przerwy i teraz kolej Kasi, żeby poprowadzić No Pasaran. Jestem pewien, że się jej uda... Dałaby radę już ostatnio, ale na pewno nie chciała mi robić przykrości! Teraz, gdy poprowadziłem Krwawy palec, Kasia na pewno zrobi to od strzału. Prawda? Prawda! Bez większych problemów pięknie zalicza swoją piątą szóstkę! No Pasaran (VI) RP. Pełen sukces!

A teraz szybko do samochodu i na Paprocany! Pięć lat temu miałem to szczęście, że znalazłem się na koncercie nieznanego mi wówczas zespołu 4Szmery. Było to doświadczenie nie tylko zaskakujące, ale w dodatku nadzwyczaj satysfakcjonujące. Zespół zagrał z takim kopem, że wszystkim spadały buty, a ja do dzisiaj mam tamten koncert w pamięci. Nie możemy tego przegapić!

4Szmery na 20. urodzinach Cree

4szmery

Dzień 32. – choć właściwie tylko popołudnie...

KasiaKasiaRzędkowice

Jutro Kasia jedzie do słonecznej Italii. Pewnie będzie się tam wspinać, tylko nie chce mi się przyznać. No bo w jakim niby innym celu można jechać do Włoch? Żeby mi nie było przykro pozwala się porwać na jurę w piątek po południu... A żebym uwierzył, że się nie wspinała, tylko podrywała Włochów (liczba mnoga!), to wysłała mi takie oto zdjęcie! Ufff...

Kasia i jej Włosi

Popołudnie nr 33. – rozganiamy chmury...

Rzędkowice

Sezon się kończy, a jeszcze jak na złość ciągle coś wypada i po raz kolejny możemy jechać tylko w piątek po południu. W dodatku dni są coraz krótsze, więc z całego dnia zostaje zaledwie niecałe cztery godziny wspinania i to przy założeniu, że nie ma korków, a my będziemy się pakować przy świetle czołówek. Mało... Może na początku sezonu te cztery godziny to było dużo, ale teraz?

W Tychach od rana padało, a prognozy też zbyt optymistyczne nie były... ale kolejny raz okazało się, że prognozy potrafią się bardzo mylić i nie trzeba im zbytnio ufać. Nie zaufaliśmy. Pojechaliśmy. Po drodze nie komentowaliśmy, gdy w połowie drogi spadł na nas całkiem konkretny deszcz, tylko myślami te chmury rozganialiśmy. Jechaliśmy dalej! Nie zastanawialiśmy się co będzie... I co? I cud. Dojeżdżamy na miejsce, a chmury uciekają gdzieś na boki i wychodzi piękne słońce! Ja dalej jestem trochę kontuzjowany, więc żadnych konkretnych celów nie mamy i staramy się nie przemęczać, ale popołudnie mija bardzo przyjemnie.

Rzędkowice

lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.