album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Warszawa – Krujë – Divjákë – Berat, czyli pierwsze kroki w Albanii

Pałac Kultury i Nauki w WarszawieHard Rock CafePałac Kultury i Nauki w Warszawie

Pobudka o 4. rano. Pociąg z Tychów do Katowic mamy o 6:10. Potem kolejne cztery godziny i jesteśmy w Warszawie. Dawno nie byłem tu na dworcu... Warszawa nigdy mnie na kolana nie powalała, ale dworzec centralny przeszedł moje najśmielsze oczekiwania... Nieprzyjemny, brudny, pokręcony i klaustrofobiczny do granic możliwości. Pytam o coś Pana w okienku, na co ten patrzy na mnie spode łba i chamsko coś odpowiada. Co za miasto. W głównej hali jemy szybką pizze (nie polecam) i uciekamy tak szybko jak tylko się da na zewnątrz w kierunku Hard Rock Cafe. Wnętrze przypomina muzeum i leci dobra rockowa muzyka, Jeremi jest w siódmym niebie. Zamawiamy dwa Heinekeny i porcję lodów. Rachunek opiewa na 41 zł!

Autobus zawozi nas na lotnisko. Odprawiamy się bez większych problemów... o dziwo kontroli prawie nie ma i jakimś cudem udaje nam się wejść na pokład samolotu z dużymi butelkami w bagażu podręcznym. Na lotnisku w Monachium mamy 3 godziny czasu do następnego samolotu. Biegając po hali odlotów Maja poznaje Klaudię i Roberta - rodzeństwo z RPA. Co prawda nie potrafią się ze sobą porozumieć werbalnie... ale i tak świetnie się bawią. Gonią się dookoła foteli, a maraton zamyka biegający i krzyczący Jeremi. Serdecznie pozdrawiamy.

Pałac Kultury i Nauki w WarszawieJeremi kocha lody
Jeremi w MonachiumMaja, Klaudia, Robert i JeremiMaja i koleżanka z RPA

Na lotnisku Rimas (ok. 20 km. od Tirany) lądujemy po 23. Postanawiamy jechać prosto do Kruja, żeby nie jeździć tam i z powrotem. Taksówka wysadza nas przed hotelem Panorama. Rozglądam się, ale nie widzę żadnego napisu, czy recepcji, tylko betonowy szkielet czegoś co dopiero się buduje. No nic, nie poddajemy się i wtaczamy po schodach gdzieś wyżej gdzie widzimy jakieś drzwi. Akurat przechodzi jakiś starszy pan wyglądający jak by go żywcem wyciąć z filmów Kusturicy i pyta się nas o coś po albańsku. Wygląda na zdenerwowanego. Po chwili dzwoni do kogoś i oddaje mi słuchawkę. Młody głos pyta po angielsku czego szukamy. Noclegu oczywiście. A rezerwacje mamy? Nie mamy. Szukamy wolnego pokoju. Telefon wraca do dziadka który rzuca nam groźne spojrzenie i każe iść za sobą w górę. Jest pokój, czysty, z łazienką i drewnianą podłogą:). Gdy starszy pan wychodzi mówię do niego faleminderit (dziękuję). Na to jedno słowo dziadek nagle się rozpromienia jak bym mu powiedział, że wygrał w totka! Macha rękami i daje do zrozumienia, że nie ma sprawy!

Dzień pierwszy – Krujë

Krujë (Albania)Bazar w KrujëBazar w Krujë

Mieliśmy ciężką wielogodzinną podróż, więc pozwalamy sobie na odrobinę lenistwa... ale i tak budzi nas Jeremi! Fakt, że jest w zupełnie nowym, nieznanym miejscu nie robi na nim wrażenia... Jest super, już stara się wyjść przez okno, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Wychodzimy na balkon. Dookoła góry... jest pięknie.

Po zjedzeniu reszty prowiantu z podróży wychodzimy na pierwszy spacer. Droga prowadzi nas w dół i po dłuższej chwili dochodzimy do naszego hotelu od drugiej strony:). Tu ma swój początek bazar, na którym jest dosłownie wszystko, od koszulek i kubków z godłem Albanii, po stare moździerze, aparaty, pistolety i patefony na korbkę!

Krujë (Albania)Dolores, Maja i JeremiJeremi w kamiennym raju
Mury zamkoweWieża zegarowa w Krujë
Maja, Witek i Jeremi
Dolores, Maja i JeremiOdlot

Dalej pniemy się drogą w stronę górujących nad miastem pozostałości po twierdzy. Przechodzimy przez długą bramę z ciężkim wygiętym w łuk sklepieniem. Z lewej strony mijamy muzeum, które zaprojektowała grupa architektów pod wodzą córki Envera Hodży. Po prawej pozostałości po meczecie, trochę wyżej znajdują się knajpki, a na samej górze wieża zegarowa. Dla Jeremiego i tak najważniejsze są kamyki, które pracowicie zbiera i przerzuca w inne miejsca. Robimy sobie kilka pamiątkowych zdjęć i podziwiamy widoki, po czym udajemy się na obiad do jednej z zamkowych restauracji. Jak na Albanię i smak jedzenie jest dość drogie... no ale jesteśmy na zamku.

Krujë (Albania)KrujëDolores, Maja i JeremiMuzeum Skanderbega w KrujëNa zamku w Krujë
Widok ze stolika na góryDolores, Maja i JeremiDolores i Jeremi

Po obiedzie idziemy poszukać apteki żeby kupić krem dla Jeremiego. Całe opakowanie wypadło z kieszeni plecaka gdzieś po drodze. Później szukamy miejsca postoju autobusów i dopytujemy o transport do Tirany. Wracamy do pokoju i robimy sobie krótką drzemkę. Jest ciepło, piękna pogoda, więc na wieczór postanawiamy wrócić jeszcze raz na zamek na piwo Tirana z górami pokrytymi światłem zachodzącego słońca w tle. Więcej o Krui w przewodniku w Libertasie: Krujë / Kruja (Albania) - przewodnik.

Dzień drugi – jedziemy do Divjákë

Maja w bunkrzeJeremi i DoloresBudowa drogi

Wstajemy rano, myjemy się, jemy śniadanie i stawiamy się przed dziewiątą na 'przystanku'. Autobus z wolna (bo kręta droga nie bardzo pozwala inaczej) wiezie nas w kierunku Tirany. Tam przesiadamy się na jakiegoś przypadkowego busa i jedziemy dalej przez Durres w stronę Divjaka. Wg przewodnika jest tam podobno park narodowy, piękne plaże i w ogóle super hiper. Trochę błądzimy, ale dojeżdżamy i nawet wynajmujemy pokój w hotelu za jedyne 1000L (30zł) za noc.

Plaża w DivjakePlaża w DivjakeJeremiJeremi i MajaAlfredo łowi kolację
Koń

Niestety plaża dobrego wrażenia na nas nie robi. Owszem, woda pewnie jest czysta, bo nasz gospodarz Alfredo łowi w niej jakieś kraby... ale plaża jest brudna i zaśmiecona... Co jakiś czas przejeżdża nią szybko (wyścigi?) jakiś jeep, albo motor... Z tyłu do śmietnika dobiera się wygłodzony i poraniony koń... Odechciewa nam się nie tylko kąpieli, ale w ogóle pobytu tutaj. Natomiast sam Alfredo jest rewelacyjnym kompanem do wieczornej rozmowy. Pomimo, że ja nie mówię po albańsku, a on po angielsku udaje nam się porozumieć mieszaniną łaciny, serbskiego, migowego, kilku słówek z rozmówek polsko-albańskich i kilku kieliszków niezastąpionej w takich sytuacjach raki. Przy okazji poznaję jego przyjaciela, brata, żonę, i kolegę który był przez 20 lat więźniem politycznym. Rano Alfredo odwozi nas do centrum i pomaga dostać się na transport w kierunku Beratu. To jeden z najmilszych ludzi jakich po drodze spotkaliśmy.

HotelikZachód słońcaJeremiPlaża w DivjakeHotelik

Dzień trzeci – Berat – Miasto Tysiąca Okien

Berat - miasto tysiąca okien (Albania)Berat (Albania)

W III wieku p.n.e. starożytne plemię Illirów wzniosło w tym miejscu twierdzę obronną o nazwie Αντιπατρια. Później miasto kilkukrotnie zmieniało władców i nazwę. Dzisiaj Berat – czasem zwany też Miastem Tysiąca Okien – liczy około 60 tysięcy mieszkańców i jest jednym z większych miast w Albanii. W 2008 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Więcej o Beracie w Libertasowym przewodniku: Berat (Albania) - miasto tysiąca okien - przewodnik.

Berat - miasto tysiąca okien (Albania)Berat, twierdza
Nowa cerkiew w beracieBerat, Meczet OłowianyKarty od rana

Autobus w który wsiadamy w Divjákë jedzie do Vlory, ale Alfredo mówi kierowcy gdzie chcemy jechać, więc nie musimy pilnować drogi. Wysiadamy na jakiejś krzyżówce przed Lushnjë i rozglądamy się za kolejnym środkiem transportu. Czekamy nie dłużej niż piętnaście minut. W Beracie wysiadamy w samo południe. Zarzucamy nasz dobytek na plecy i szukamy jakiejś knajpki żeby chwilę odpocząć. Zamawiamy sobie piwo Tirana i jakieś napoje dla dzieci, a za rogiem kupujemy byrka na drugie śniadanie. Gdy tak sączymy piwo, zauważamy w knajpce obok swojsko wyglądającą parę turystów. Podchodzę do nich i okazuje się, że to Polacy! Rozmawiamy chwilę wymieniając doświadczenia.

Pokój w hotelu GegaDolores i JeremiPorta e Pashait

Zaczynamy oczywiście od znalezienia noclegu. Pokój w hotelu Gega może nie jest zbyt duży, ale za to bardzo czysty i tani. Bierzemy prysznic, Jeremi robi sobie drzemkę, a potem wyruszamy zobaczyć twierdzę. Droga jest stroma i brukowana, nie sposób pchać po niej obciążonego wózka, bo koła blokują się między kamieniami. Na szczęście Jeremi uwielbia się wspinać, więc nie protestuje, a lekki wózek o wiele łatwiej pokonuje nierówności.

Dolores, Maja i JeremiBeratJeremiPrzed bramąJeremi i Maja
Berat, twierdzaBerat, twierdzaCerkiew Świętej Trójcy

Jak się okazuje zamek nie jest wymarły, w jego murach żyją ludzie! Jest nawet sklep i kawiarnia. Jest muzeum z ikonami Onufrego, są lepiej lub gorzej zachowane kościoły. Na ulicach bawią się dzieci, spotykamy też orszak panny młodej która prawdopodobnie przyszła sobie zrobić tutaj zdjęcie przed ślubem. Niestety wybraliśmy się tutaj trochę za późno żeby wszystko zobaczyć, a ze względu na Jeremiego nie możemy naszego pobytu przedłużać.

Przyszła panna młodaBerat, twierdzaRuiny meczetuBerat, Gorica (Albania)Berat, widok z twierdzy

Kiedy wracamy przykuwa naszą uwagę wzmożony ruch na jednej z ulic, która w ciągu dnia niczym się nie wyróżniała. Okazuje się, że wieczorem zamienia się w deptak, miejsce spotkań mieszkańców miasta, którzy spacerując w tę i z powrotem rozmawiają. Postanawiamy się przyłączyć i robimy też jedno kółeczko. Przy okazji fundujemy dzieciakom karuzele. Ceny w porównaniu do cen z Polski są symboliczne. Prosta karuzela złotówkę (po przeliczeniu), elektryczne samochody niecałe dwa złote za kilka minut świetnej zabawy. Dzieci są zachwycone!

Dolores, Maja i JeremiJeremi i MajaJeremi i Maja

Dzień czwarty – Berat jeszcze raz

Dolores, Maja i JeremiMajaBerat, rzeka OsumBerat (Albania)Dolores, Witek i Jeremi
Berat, Gorica (Albania)Dolores, Maja i JeremiBędzie raki

Następny dzień rozpoczynamy od kilku zderzeń elektrycznymi samochodzikami. Po drodze dowiadujemy się o której godzinie odjeżdża autobus do Vlory. Berat bardzo nam się podoba, więc postanawiamy zabawić tutaj jeszcze cały dzień, w związku z tym nie musimy się śpieszyć. Po drugiej stronie rzeki Osum leży Gorica. Postanawiamy zrobić sobie na nią mały spacerek. Uliczki są bardzo wąskie, gołym okiem widać, że nie jesteśmy stąd. Ale nikt krzywo na nas nie patrzy, wręcz przeciwnie, wszyscy uśmiechają się serdecznie, a czasem nawet zagadują.

Dzieciaki z BeratuDzieciaki z BeratuJeremiDzieciaki z BeratuBerat (Albania)
Będzie rakiMaja i Pan z BeratuJeremi

Dwóch tubylców niesie coś co pewnie niedługo cudownie zmieni się w raki... Chyba zapraszają nas na degustację:). Jakiś Pan podchodzi do Mai i pokazuje żeby zrobiła sobie z nim zdjęcie. Dzieci wesoło grają w piłkę, jakaś pani bieli mury swojego domu. Słońce świeci, jest ciepło, ale nie za gorąco... tak w sam raz na spacer.

Witek, Jeremi i MajaWitek, Jeremi i MajaJeremiJeremi i MajaJeremi i Maja
Dolores, Maja i JeremiDolores, Maja i JeremiWitek, Jeremi i Dolores

Jeremi ma ostatnio dziwny zwyczaj robienia śmiesznych min na hasło "uśmiechnij się". Najwyraźniej uważa, że właśnie tak wygląda uśmiech na zawołanie:). Po spacerze wracamy na drugą stronę rzeki aby zjeść sobie obiad i baaaardzo smaczny deser. Tutaj też zastaje nas pierwszy w Albanii deszcz... trwa całe... 10 minut:). Gdy wychodzimy jest znowu śliczna pogoda.

Wieczorem po raz ostatni idziemy pobawić się na karuzelach i samochodzikach. Po raz ostatni również włączamy się do pochodu mieszkańców miasteczka. Jutro o dziewiątej odjeżdża nasz autobus do Vlory, a po drodze czeka na nas jeszcze starożytna Apollonia!. Dobranoc.

Berat (Albania)Dolores, Maja i JeremiDolores, Maja i JeremiJeremi i Maja

Albania 2009:

Warszawa – Krujë – Divjákë – Berat, czyli pierwsze kroki w Albanii (95 zdjęć)Apollonia - Vlora - Llogara - Himarë, czyli zwiedzanie i plażowanie (87 zdjęć)Saranda - Ksamil, czyli raj na ziemi (47 zdjęć)Ksamil - Butrint, czyli z raju do starożytności (64 zdjęcia)Gjirokastër i Krajowy Festiwal Folkowy (51 zdjęć)Durrës - Tirana - Warszawa (87 zdjęć)
lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Komentarze do zdjęć:

Krujë

bono: chce tu domek

Jeremi i Maja

Aga: Jeremi i Maja? A myślałam, że to Jeremi i Dolores. Ale fotka przyjemna :)
witek: No co Ty, Maja jak nic! Przecież Dorotka jest za duża na karuzelę:).

Berat - miasto tysiąca okien (Albania)

: super :)




Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.