album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Rumunia 2010, część I - Satu Mare, Săpânţa i Bârsana

Wtorek

My i nasz wehikuł

Jest wtorek, godzina 18:00. Pełny bak. Stan licznika 111529 km. Załoga w komplecie. Kierowca, pilot i dwie sztuki przeszkadzajek na tylnym siedzeniu. Kierunek: Rumunia. Plan na dzisiaj: dojechać w okolice granicy ze Słowacją i tam zatrzymać się na nocleg. Do dzieła.

Środa, czyli piękne Tatry, gościnna Słowacja i mała przygoda na Węgrzech

TatryTatryJeremi, Dolores i MajaJesteśmy na SłowacjiJesteśmy na Słowacji

Plan wtorkowy zrealizowaliśmy w 100%. A można powiedzieć, że nawet w 110%, bo zaliczyliśmy dwa nieplanowane postoje spowodowane chorobą lokomocyjną Jeremiego (profilaktycznie podany syrop na nudności nie zdał egzaminu). Mówiąc szczerze wizja sprzątania samochodu co 100 km nie napawała nas optymizmem... ale nie traciliśmy ducha i obracaliśmy wszystko w żart.

Najtańszy nocleg znaleźliśmy w Brzegach, gdzie dotarliśmy trochę później niż to sobie zaplanowaliśmy. Czyste pokoje, wygodne łóżka, ładny widok z okna i mili gospodarze... czego więcej trzeba? Polecam: Brzegi, Wierchowa 8, tel. 600-602-825. Za pokój dla naszej czwórki zapłaciliśmy 80 zł.

Rano dziękujemy za gościnę i jedziemy w dalszą drogę. Pogoda jest idealna, widoki piękne, jedzie się płynnie i tylko przed samą granicą musimy chwilę postać w małym korku. Na Słowacji zatrzymujemy się w Tatrzańskiej Jaworzynie (Tatranská Javorina) żeby kupić winietę. Niestety, poczta jest akurat zamknięta, ale pracująca tu pani okazuje się bardzo uczynna. W zasadzie mogłaby przecież nie zrobić nic. Tymczasem, gdy tylko zobaczyła, że kręcimy się koło poczty, podeszła do nas i zapytała czy nam czegoś nie trzeba. Słowacki jest tak podobny do polskiego, że dogadujemy się bez najmniejszego problemu i już po chwili jedziemy w dalszą drogę.

Przed wyjazdem na różnych forach naczytałem się, że słowaccy policjanci są bardzo upierdliwi dla polskich kierowców i pod byle pretekstem wlepiają mandaty. Przed granicą to samo powtarzała nam nasza gospodyni, więc może coś w tym jest, ale mnie nic złego ze strony Słowaków nie spotkało. Policja ani razu nas nie zatrzymała, a kiedy raz pobłądziliśmy, trafialiśmy na życzliwość i uśmiech. Może mieliśmy szczęście, a może legendy o słowackiej policji są jednak przesadzone.

Na granicy węgierskiej kupujemy kolejną winietę (7 euro/4 dni). Na Węgrzech obowiązują tak zwane e-winiety, a więc niczego nie musimy naklejać na szybę. Pani wprowadza nasz numer rejestracyjny do systemu komputerowego i sprawa załatwiona.

Niedaleko od rumuńskiej granicy nasz samochód zaczyna wydawać dziwne dźwięki. Natężenie hałasu rośnie z każdym kilometrem i osiąga punkt kulminacyjny w Nyíregyháza. Stoimy na skrzyżowaniu. Jest gorąco, więc okna mamy otwarte. Światło zmienia się na zielone. Ruszamy i słyszymy potworny huk, jeszcze gorszy od tego, który sami wydajemy. Dolores się śmieje, że chyba nie tylko my mamy problemy techniczne, nasz sąsiad hałasuje jeszcze gorzej! Ale już po chwili przestajemy się śmiać. To jednak nie sąsiad, tylko my! Najwyraźniej właśnie w tym momencie rura wydechowa całkiem nam się urwała. Gdy ruszaliśmy dźwięk odbijał się od samochodu, który jechał obok, więc przez chwilę wydawało się nam, że to nie my. Teraz jednak nie ma wątpliwości, pozbawiony tłumika silnik ryczy dumnie jak dzikie zwierze, które właśnie wyrwało się z jarzma. Nas to jednak trochę krępuje, nie wspominając już o tym, że takie natężenie hałasu przeszkadza nam nie tylko w konwersacji. Kontynuowanie naszej podróży w takich warunkach nie wchodzi w grę. Samochód ląduje u mechanika, który spawa układ wydechowy, a my w przyjemnym, 110-letnim hotelu Corona. Gdyby ktoś planował tutaj postój, to z czystym sumieniem możemy go polecić. Pokoje są czyste, przestronne i klimatyzowane. Niestety tanio nie jest, cena za dwójkę to 13900 FT (ok. 200 zł). Za to widok z okien rano będzie piękny! Jó éjszakát!

Hotel Corona, Nyíregyháza (Węgry)Hotel Corona, Nyíregyháza (Węgry)Hotel Corona, Nyíregyháza (Węgry)

Czwartek, czyli witamy w Rumunii (Satu Mare / Sathmar i Săpânţa)

Nyíregyháza (Węgry)Nyíregyháza (Węgry)

Przygoda węgierska sprawiła, że środowy plan nie został wykonany. Noclegu mieliśmy szukać dopiero w Rumunii, w Satu Mare. Stało się inaczej, ale w końcu mamy urlop, więc nie będziemy się przejmować jakimś planem, a dzięki awarii mieliśmy dodatkowo spacer po Nyíregyháza. Rumunia przecież nie ucieknie! Robimy sobie kilka zdjęć na rynku (tak mi się w każdym razie wydaje), wsiadamy do samochodu i ruszamy na powitanie Rumunii.

Nyíregyháza (Węgry)Nyíregyháza (Węgry)

Dojeżdżamy do granicy, żegnamy Węgry i witamy Rumunię. Celnicy nie interesują się specjalnie naszymi paszportami i każą jechać dalej. Rumunia jest wprawdzie w UE, ale nie jest jeszcze w strefie Szengen (to co innego), w związku z tym teoretycznie na granicy obowiązują nas paszporty, ale widać praktycznie nie ma to już wielkiego znaczenia. Na pierwszej lepszej stacji kupujemy winietę na miesiąc za 30 lei (30 zł).

Satu Mare / Sathmar

Dolores, Jeremi i MajaSatu Mare / Satmar (Rumunia)
Hotel Dacia, Satu Mare (Rumunia)Hotel Dacia, Satu Mare (Rumunia)

Od granicy do Satu Mare prowadzi główna droga, więc właściwie nie da się pobłądzić. Bez większych problemów trafiamy do centrum, parkujemy w jakiejś bocznej ulicy i udajemy się na rekonesans.

Dochodzimy na tak zwany Szatmarski Manhattan, gdzie wybieramy gotówkę z bankomatu i fundujemy sobie lody. Kierujemy się w stronę Placu Wolności (Piaţa Libertăţii), a po drodze wstępujemy do sklepu żeby kupić jakieś napoje chłodzące. Na Placu Wolności jest przyjemny park, gdzie spędzamy chwilę na ławeczce przy fontannie. Spacerujemy, oglądamy kościół, a następnie wchodzimy na Wieżę Strażacką skąd mamy dobry widok na całe miasto.

W zasadzie w planie miałem trochę bardziej szczegółowe zwiedzanie miasta, ale było gorąco i w drodze negocjacji z moją poddenerwowaną drugą połową udało mi się uzyskać tylko tyle. Reszta musi zaczekać do kolejnych odwiedzin.

Więcej o Satu Mare w naszym kolejnym libertasowym przewodniku:

Satu Mare / Sathmar (Rumunia) - przewodnik

Satu Mare / Satmar (Rumunia)Katedra św. Piotra i Pawła, Satu Mare (Rumunia)Katedra św. Piotra i Pawła, Satu Mare (Rumunia)Wieża Strażacka / Turnul Pompierilor, Satu Mare (Rumunia)Jeremi i Maja na Wieży StrażackiejSatu Mare / Satmar (Rumunia)
Satu Mare / Satmar (Rumunia)Satu Mare / Satmar (Rumunia)Rumunia z okna samochodu

Po zaledwie 2-3 godzinach opuszczamy Satu Mare i kierujemy się dalej na wschód, w stronę Săpânţy. Po drodze debatujemy czy szukać noclegu dopiero tam, czy może bezpieczniej zatrzymać się gdzieś wcześniej, a wizytę na Wesołym Cmentarzu zaplanować sobie na poranek. Znajdujemy nawet jeden całkiem przyjemny pensjonat na wzgórzu za Livadą (pokój dla 2 osób - 70lei, dla 6 osób - 150 lei), ale jest jeszcze dość wcześnie i ostatecznie uznajemy, że byłoby to jednak marnotrawstwo.

Săpânţa

Rumunia z okna samochoduRumunia z okna samochoduRumunia z okna samochoduCzłowiek na sianie (Rumunia)Wesoły Cmentarz / Cimitirul Vesel, Săpânţa (Rumunia)
Wesoły Cmentarz / Cimitirul Vesel, Săpânţa (Rumunia)Wesoły Cmentarz / Cimitirul Vesel, Săpânţa (Rumunia)Wesoły Cmentarz / Cimitirul Vesel, Săpânţa (Rumunia)Wesoły Cmentarz / Cimitirul Vesel, Săpânţa (Rumunia)

Do Săpânţy dojeżdżamy niedługo przed zachodem słońca. Dopytujemy na migi jakichś starowinek jak trafić na Wesoły Cmentarz i dość sprawnie znajdujemy dzisiejszy cel naszej podróży.

MajaJeremiJeremi i MajaDolores, Jeremi i MajaJeremi, Witek i Maja
JeremiSăpânţa (Rumunia)Cerkiew, Săpânţa (Rumunia)

Wesoły Cmentarz jest naprawdę wesoły i diametralnie różny od naszych, poważnych cmentarzy. Zamiast czerni i szarości jest błękit, zamiast powagi i smutku - wesołe malunki i uśmiechnięci turyści. Do tego dochodzą jeszcze często zabawne, cięte epitafia, których niestety nie jestem w stanie odczytać bo językiem rumuńskim nie władam (zresztą zrozumienie części z nich sprawia trudności nawet Rumunom). Czytałem o nich jeszcze przed wyjazdem, więc mam jakieś mgliste pojęcie. Oto przykład takiego podpisu: Tu leży moja teściowa, gdyby pożyła rok dłużej, leżałbym tu ja.

Miejsce robi na mnie duże wrażenie, a jest przy tym skromne, nie ma w sobie nic z tytanicznych projektów w rodzaju Szatmarskiego Manhattanu. Dzięki tym prostym, naiwnym malowidłom nagrobki stają się nam jakieś takie bliższe, ludzie jakby bardziej konkretni. Przestają być już tylko nazwiskami opisanymi dwiema granicznymi datami: urodzin i śmierci. Zaczynają być ludźmi z krwi i kości, lubiącymi sobie wypić, doświadczonymi przez los, pracującymi przy maszynie tkackiej albo w tartaku... Wesoły Cmentarz to wyjątkowy pomnik wystawiony zwykłym ludziom, którzy dzięki temu miejscu w pewien sposób dalej są między nami.

Săpânţa (Rumunia)Jeremi i koleżanka

Przy wejściu na cmentarz jest budka gdzie można kupić widokówki. Pytam dziewczynę w środku, czy może nam polecić jakiś pensjonat. Oczywiście! A nawet zaraz zadzwoni, żeby sprawdzić czy są miejsca, żebyśmy nie jechali na darmo. Co prawda w pierwszym wszystkie miejsca okazują się być zajęte, ale dziewczyna mówi żebyśmy się nie martwili i rzeczywiście, w ciągu góra pięciu minut organizuje nam nocleg w innym miejscu. W czasie gdy my przekonujemy się o bardzo miłym usposobieniu kolejnej Rumunki, Jeremi - mocno uodporniony na wszelkie bariery językowe - nawiązuje kontakt z jakąś małą blond dziewczynką. Słusznie! Gdzie jak nie na cmentarzu lepiej zdajemy sobie sprawę z tego, że życie jest krótkie. Nie ma co tracić czasu!

Jeremi i koleżankaJeremi i koleżankaMaja i DoloresJeremi i koleżanka
Jeremi i koleżanka

Zostawiamy rzeczy w naszym pensjonacie i jedziemy na obiadokolację do pensjonatu w którym zabrakło dla nas miejsca. To zaledwie 3 km, a jedziemy chyba z 20 minut, bo droga jest dziurawa jak ser szwajcarski. Właściwie trudno nawet mówić o dziurawej drodze, to raczej dziury z niewielką ilością czegoś podobnego do drogi pomiędzy. Z prędkością nie przekraczającą 10 km/h dowlekamy się na miejsce. Săpânţa okazuje się być mniejsza niż przypuszczaliśmy. Na miejscu czeka na nas blond-koleżanka Jeremiego! Wtrącę jeszcze tylko, że jedzenie było pyszne i tanie (za obiad dla naszej czwórki zapłaciliśmy 80 zł), a przez ciemności przedzierały się do nas miłe dźwięki jakiegoś małego wodospadu. W tych romantycznych okolicznościach Jeremi w bardzo dziwny sposób zabawiał się ze swoją blondyneczką, albo raczej ona zabawiała się z nim. Tak czy owak jednogłośnie dzień zaliczyliśmy do bardzo udanych. Wracamy do naszego pensjonatu i idziemy spać. Noapte bună.

Komiksy

Ostatni taniecSłaba płećAleż te dzisiejsze dziewczyny są szybkie!

Piątek, czyli odwiedzamy klasztor w Bârsanie

Nasza pierwsza noc w Rumunii minęła bardzo przyjemnie. Łóżka były wygodne, wypite na werandzie piwo bardzo smaczne, a dzieci zasnęły bardzo szybko. Dla porządku dodam, że spaliśmy w bardzo przyjemnym, drewnianym pensjonacie Miuta, a noc w czteroosobowym pokoju kosztowała nas 80 lei, czyli 80 zł.

Wszystkich którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej o Wesołym Cmentarzu w Sapancie odsyłam do internetowego przewodnika:

Săpânţa - Wesoły cmentarz (Rumunia) - przewodnik

Pensjonat Miuta, Săpânţa (Rumunia)Jeremi o poranku
Pensjonat Miuta, Săpânţa (Rumunia)Pensjonat Miuta, Săpânţa (Rumunia)MajaBabcia i WnuczkaArbuzy

Bârsana

Bârsana (Rumunia)Cerkiew Ofiarowania Maryi w Świątyni, Bârsana (Rumunia)Cerkiew Dwunastu Apostołów, Bârsana (Rumunia)Prawosławny kompleks klasztorny, Bârsana (Rumunia)

Kontynuujemy naszą podróż przez Marmarosz (rum. Maramureş), niestety zatrzymujemy się rzadko, więc niedosyt mamy spory. Chyba będziemy musieli tu wrócić gdy Jeremi dorośnie i poświęcić całe trzy tygodnie tylko na Marmarosz i Bukowinę. Ale póki co kolejny przystanek - Bârsana - wioska w dolinie Izy, w której stoi stary, malutki kościółek oraz nowy, piękny klasztor.

Maja, Jeremi i DoloresCerkiew Ofiarowania Maryi w Świątyni, Bârsana (Rumunia)Maja, Jeremi i DoloresPrawosławny kompleks klasztorny, Bârsana (Rumunia)Prawosławny kompleks klasztorny, Bârsana (Rumunia)
Maja, Jeremi i DoloresMaja, Jeremi i DoloresMaja, Jeremi i Dolores

Zbudowana w 1720 roku drewniana cerkiew Ofiarowania Maryi w Świątyni jest naprawdę malutka i niepozorna. Stoi na wzgórzu otoczona sadem, ukryta tak, że niełatwo ją znaleźć, pomimo, że w 1999 roku została wpisana na listę UNESCO. Klasztor w Bârsanie wpisu na listę się nie doczekał, bo jest jeszcze bardzo młody (został zbudowany dopiero w roku 1994), ale za to nie da się go przegapić, bo przy drodze rzuca się w oczy duży parking. Zresztą grzechem by było przejeżdżając tędy klasztoru nie odwiedzić. Jest co prawda nowy, ale wybudowano go zgodnie z najlepszymi tradycjami regionu. Aż chciałoby się tu na kilka dni zamieszkać i pokontemplować...

Prawosławny kompleks klasztorny, Bârsana (Rumunia)Maja, Witek i JeremiMaja, Jeremi i DoloresMajaMaja, Jeremi i Dolores
Klasztorne muzeum etnograficzne, Bârsana (Rumunia)Marmarosz / Maramuresz (Rumunia)

Więcej zdjęć i informacji o Bârsanie znajdziecie oczywiście w naszym przewoniku:

Bârsana, Marmarosz / Maramureş (Rumunia) - przewodnik

A my jedziemy dalej na wschód, pokonujemy położoną na wysokości 1416 m. n.p.m. przełęcz Przysłop (rum. Pasul Prislop) i wjeżdżamy tym samym na Bukowinę. Tutaj w planie mamy zwiedzanie bukowińskich klasztorów obronnych ze słynnymi na cały świat malowanymi cerkwiami.

Ale to jutro, dzisiaj musimy jeszcze znaleźć nocleg. Pytamy po drodze w kilku miejscach, ale warunki nas nie satysfakcjonują. Rozważamy rozbicie namiotu na kempingu na który mamy namiary... ale niestety nie udaje nam się go zlokalizować. W końcu praktycznie po ciemku lądujemy w jakimś niezidentyfikowanym pensjonacie. Pokój jest niewielki (my śpimy z Jeremim na dużym łóżku, Maja na wersalce) i nie tak przyjemny jak ten w Sapancie, ale cena umiarkowana, a pora zniechęca nas do dalszych poszukiwań. Noapte bună.

Marmarosz / Maramuresz (Rumunia)Jedziemy przez Marmarosz (Rumunia)Marmarosz / Maramuresz (Rumunia)Marmarosz / Maramuresz (Rumunia)Obóz cygański

Rumunia 2009:

Rumunia 2010, część II - malowane cerkwie Bukowiny (65 zdjęć)

Rumunia 2010, część III - Jedziemy nad morze (68 zdjęć)

Rumunia 2010, część IV - Vama Veche (78 zdjęć)

Rumunia 2010, część V - Vama Veche po raz ostatni (57 zdjęć)

Rumunia 2010, część VI - Braszów (50 zdjęć)

Rumunia 2010, część VII - Curtea de Argeş i Szosa Transfogaraska (48 zdjęć)

Rumunia 2010, część VIII - Sybin i Hunedoara (48 zdjęć)

Rumunia 2010, część IX - Hunedoara i Jaskinia Niedźwiedzia (51 zdjęć)


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.