album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Zdobywamy Pilsko i leniuchujemy nad Koszarawą - lato '2006

Dorota, Anita i Orzeł

Wyprawa na Pilsko ruszyła z ledwie półgodzinnym opóźnieniem, co należy niewątpliwie uznać za sukces logistyczny, zwłaszcza biorąc pod uwagę godzinę wyjazdu pozostałej części ekipy:). Podróż mijała przyjemne na rozmowach o stopach, chociaż po obgadaniu tematu jeszcze długo bałem się chodzić boso przed Orzełkiem:).

Anita i WitekDorota, Orzeł i Anita

Po zaopatrzeniu się w okolicznym sklepiku ruszyliśmy w górę nie czekając na resztę, która nadal popijała sobie wodę mineralną

Pomimo, że było to już późne popołudnie, nadal było bardzo gorąco, a ciężkie plecaki też robiły swoje... Jak to dobrze czasem się tak spocić, zmusić do wysiłku na granicy wytrzymałości, by zdobyć szczyt. Niewielu śmiałków decyduję się na tak trudną wyprawę! Popatrzcie sami na Orła - kobietę twardszą niż niejeden facet, Maję - patrzącą odważnie w niebo, bezlitosną Dolores i dziką jak konie Rohanu Aniśkę! Do tego ja, skromny świadek tych wielkich wydarzeń. Cóż za drużyna!!

OrzełMajaDorota
Anita

Podejście robiło się coraz bardziej niebezpieczne, więc zapadła trudna decyzja by podzielić się na dwie grupy, tak by wyprawa zakończyła się sukcesem, nawet jeśli jednej grupie się nie uda i zginie, np. rozszarpana przez dzikie zwierzęta... Przed samym szczytem roztaczał się taki oto widok...

AnitaWidok z pilska

Aniś i ja dotarliśmy na szczyt pierwsi, niedługo po nas od północnej strony doszła druga grupa, w której szła najmłodsza uczestniczka wyprawy - Maja. Pomimo młodego wieku ma już na swoim koncie kilka zakończonych sukcesem wypraw wspinaczkowych. Na szczęście mimo ekstremalnych warunków wszystkim udało się wejść i to bez użycia tlenu!

MajaAnita, Orzeł i MajaOrzeł i MajaAnitaOrzeł
Maja, Dorota, Orzeł i Anita

Na górze czekał nas zasłużony odpoczynek w pięknych okolicznościach przyrody, prawie nieskażonej przez człowieka, przed którym chroniła się stromymi wejściami, urwiskami i jadowitymi roślinami...

Ale nawet tutaj nie było bezpiecznie, aż roiło się od maleńkich muszek. Nie dajcie się zwieść ich niewinnemu wyglądowi, na ich skrzydełkach jest paraliżujący pyłek, wystarczy że odrobina wpadnie do oka, a nie możesz się ruszać godzinami, wtedy rój obsiada Cię i zjada żywcem do kości. Trzeba na nie bardzo uważać!

Orzeł, Witek, Maja i AnitaOrzeł, Witek, Maja i AnitaOrzełek, Anita, Maja i Dorota
Anita, Maja i Dorota

Maja zaprezentowała nam kilka swoich akrobacji zaraz nad urwiskiem, ryzyko dla niej to chleb powszedni i takie wyprawy nie dostarczają już jej odpowiedniej ilości adrenaliny...

Witek, Dorota i MajaWitek i Dorota

Niestety nawet tak doświadczonym zdobywcom jak my przytrafiają się wypadki przy pracy, w trakcie trudnej przeprawy Dolores prawie spadła z urwiska! W ostatniej chwili uratowała ją Orzełek, ale plecak w którym były miedzy innymi czołówki i dodatkowe liny runął w przepaść. Całkiem o tym zapomnieliśmy i dopiero zachodzące słońce uświadomiło nam w jak wielkim znaleźliśmy się niebezpieczeństwie!

Tak przyjemnie było stać na szczycie, łapać wiatr w dłonie, oddychać pełną piersią górskim powietrzem... ale bardzo szybko robiło się ciemno, musieliśmy iść.

Po drodze ze zmęczenia kilka razy przewracaliśmy się pod ciężarem plecaków... ale instynkt samozachowawczy gnał nas do przodu, wiedzieliśmy, że nie możemy spędzić nocy w tych skrajnie dzikich i nieprzyjaznych człowiekowi warunkach.

AnitaDorota, Anita, Orzeł i Maja
WitekWitek i Maja

Gdy zeszliśmy na Halę Miziową było już całkiem ciemno i nie mogliśmy znaleźć drogi powrotnej do bazy. Bez czołówek poruszaliśmy się prawie po omacku, czasem tylko oświetlając sobie drogę słabnącym światłem telefonów komórkowych... Kilka razy myliliśmy drogę, co podcinało nasze morale... ale w końcu dotarliśmy i bezpiecznie spędziliśmy noc...

* * * * *

Ranek w bazie noclegowej

W nocy dotarła do nas druga grupa prowadzona przez El Doktore, która wyposażona w czołówki bez większych przeszkód odnalazła drogę ze szczytu do naszej bazy. Przy resztkach alkoholu wymieniliśmy się wrażeniami, by w końcu dać odpocząć zmęczonym całodniowym wysiłkiem członkom.

MajaRanek w bazie noclegowejRanek w bazie noclegowejWitek, Dorota i Maja
Ekipa na hali miziowej

Rano w końcu mogliśmy się przyjrzeć okolicy, w nocy w świetle gwiazd nie było nawet widać o co się przewracasz... No i nareszcie byliśmy w komplecie, bo do naszej piątki dołączyli: Zakręcona Wiktoria, Nieustraszona Aneta, Zawiązany Pablo, Roześmiana Ana, Ponętna Olga, Śliczna Domi i wspomniany już wcześniej Niepokonany El Doktore. Dobrze, że nie było nas więcej bo skończyły mi się przymiotniki;)

Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną, zatrzymując się tylko na chwilę do pamiątkowego zdjęcia na Hali Miziowej.

Olga, Anita, Witek i Dorota
Pod sklepem

Ze względu na straty w ekwipunku poniesione dzień wcześniej oraz straszliwy upał postanowiliśmy, że zamiast z narażeniem życia zdobywać kolejne szczyty, odpoczniemy nad wodą. W sklepie zaopatrzyliśmy się we wszystkie niezbędne produkty i przy okazji zrobiliśmy kilka zdjęć reklamowych dla Leibniza pt. Rodzinne chwile z Leibniz.

Rodzinne chwile z LeibnizRodzinne chwile z leibnizRodzinne chwile z Leibniz
Anita i Orzeł

Szybko okazało się, że mamy całą masę marek do zareklamowania!! Teraz czekamy na poważne propozycje od sponsorów.

Dzieci reklam
Koszarawa

Wreszcie dotarliśmy nad niosącą ulgę w ten gorący dzień Koszarawę... To po prostu niewysłowiona przyjemność zanurzyć się po trudach wspinaczki w lodowatej wodzie... Było BOSKO!

Olga i MajaDoktor, Maja i OlgaOrzeł i MajaAnaAnita
Koszarawa

Wychlapalibyśmy chyba całą wodę, gdyby nie to, że ciągle z gór napływała świeża! Niesamowite prawda? CUD!

No i kolejna niespodzianka, niesamowitym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy rodzinę Orzełka i Doktora! Przy okazji Pani Krysia przypomniała Mai o poniedziałkowej wizycie u dentysty:). To się nazywa super-dentystka, znajdzie Cię nawet w górach by dbać o Twoje zęby! Chyba się zatrudnię w reklamie!:)

Ana i Maja vs witekPrzechlapaneAna i Maja vs witek
Ana, Witek i Maja

Tak sobie patrzę na to zdjęcie i nachodzi mnie nostalgia... Pamiętam jak dziś, jak Ana - nieśmiała dziewczynka z pierwszej klasy przychodziła z koleżanką do nas - kończących szkołę facetów, do szkolnego radiowęzła;), jak siadała na parapecie i z nami rozmawiała... A teraz popatrzcie sami jaka z niej pannica wyrosła!

Niepokonany El Doktore ze swoim szelmowskim uśmiechem i jakąś tajemniczą wschodnią pięknością...

DoktorDoktor i Orzeł
MajaWitekKoszarawaAneta i Wiktoria
DoktorBudujemy tame

Kiedy koszulki naszych prześlicznych dziewcząt wychwalały ich cudowne kształty pod niebiosa dalsze chlapanie nie miało większego sensu. Otoczony zielenią drzew i wdziękami naszych koleżanek oddawałem się właśnie kontemplacji nad pięknem stworzenia, a El Doktore rozglądał się dookoła w poszukiwaniu kogoś kogo jeszcze nie pokonał...

Maja, Ana i WiktoriaDominika i Olga

...Aby zapobiec rozlewowi krwi Dolores zaproponowała budowę tamy. Doktor natychmiast rozpoczął pracę, a gdy tylko zaczęły się pojawiać pierwsze efekty (podniósł się poziom wody), przyłączyli się do niego Dolores i Pablo. Reszta na razie obserwowała, a Olga z Domi na bieżąco dokonywały w pamięci potrzebnych obliczeń aby konstrukcja się nie zawaliła pod naporem wody.

WiktoriaBudujemy tame

Gdy dla wszystkich stało się jasne jak doniosłego wydarzenia jesteśmy świadkami, każdy zapragnął mięć swój udział w tym co rodziło się na naszych oczach. Ta tama zjednoczyła nasze ramiona we wspólnej pracy, w wysiłku który na przekór wszystkiemu podnosił centymetr po centymetrze poziom życiodajnej wody. Wielkie kamienie przynosił z góry rzeki Pablo, najmniejsze przynosiła Maja, która też przecież chciała pomóc.

AnaMajaMaja i Ana

Tama wspięła się tak wysoko, że w końcu nurt rzeki znalazł sobie inne koryto, uznaliśmy, że nasza praca dobiegła końca... Kolejna misja zakończona sukcesem... Jeszcze ostatnie spojrzenie na efekt naszej pracy i wyjeżdżamy z tych jakże gościnnych stron, by szukać nowych wyzwań, docierać tam gdzie jeszcze nikt wcześniej nie wybudował tamy, nazywać to co jeszcze nienazwane...

Dominika, Aneta, Anita i Wiktoria
OrzełOstatnia wieczerzaWiktoria, Dorota i OrzełPablo, Ana, Dominika i Maja
Ana, Orzeł i Maja

Ostatni przystanek na naszej drodze, Żywiec! A w Żywcu ostatnia wieczerza, jeszcze tylko kilka kroków po rynku i wracamy do samochodów aby się oficjalnie pożegnać...

Podbijamy zywiecDominika, Wiktoria i DorotaOlga i Maja

Cześć ekipy poszła jeszcze popływać, my tylko rzuciliśmy okiem na piękne jezioro... i to by było na tyle...

Diablak i zalogaMaja tez chceDiablak i zaloga

No cóż, wszystko co dobre szybko się kończy, nie inaczej było i tym razem... Dziękuję wszystkim za przemiłe towarzystwo i do zobaczenia następnym razem!


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.