album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Langtang – Kyanjin Gompa – Kyanjin Ri

Langtang (3430 m n.p.m.) – Kyanjin Gompa (3870 m n.p.m.)

Langtang (Nepal)Himalaje (Nepal)

Jak cudownie budzić się w takich pięknych okolicznościach przyrody! A gdyby tak tu zamieszkać? Nie? Musimy iść dalej? No trudno, jak mus to mus. Po zdecydowanie zbyt ciężkim i zbyt obfitym śniadaniu zarzucamy na plecy nasz dobytek i już o godzinie 7:40 maszerujemy w kierunku Kyanjin Gompa.

Langtang (Nepal)Langtang (Nepal)Treking doliną Langtang (Nepal)Dolina Langtang (Nepal)Basia, Kuba, Maja i Dolores (Nepal)
Dolina Langtang (Nepal)Treking doliną Langtang (Nepal)Basia (Nepal)

Maja czuje się już lepiej, pogoda jest wymarzona, a kolana nie bolą. Pomimo, że wysokość coraz bardziej skraca oddech, to tempo mamy chyba nie najgorsze, więc i humory dopisują. Czego więcej trzeba? Dość sprawnie pniemy się w górę przechodząc przez kolejne... no właśnie... co to właściwie jest? Nie są to wioski, choć prawie każde z tych miejsc z dumą nosi jakąś nazwę. Czasem są to jeden lub dwa pensjonaty, a czasem zaledwie jedna budka, w której można kupić ciepłą herbatę albo butelkę coli. Jednak zawsze jest to cenny drogowskaz, informujący nas gdzie mniej więcej jesteśmy, czy dobrze idziemy, czy mamy odpowiednie tempo... zwłaszcza, że na próżno szukać tu oznakowanego szlaku.

Maja i Dolores (Nepal)Maja i Basia (Nepal)Maja i Witek (Nepal)

W jednej z takich budek kupujemy małą, ćwierćlitrową buteleczkę coli. Buteleczka chyba długo na nas czekała, bo kapsel zdążył już zardzewieć. Koszt tego zbytku na wysokości trzech i pół tysiąca metrów to 150 rupii, czyli praktycznie tyle samo co tani obiad (wspomniany już wcześniej dal bhat). Ba, to tyle samo, co koszt noclegu, to znaczy byłoby tyle samo gdyby nie to, że nocleg dostajemy gratis do obiadu! A jednak, wbrew logice, kupujemy! Słodko...

Jest coraz wyżej, coraz surowiej, coraz piękniej... ale zaraz, co to za zapach? I co to za blokada przed nami? Szlak zagrodzony jest jakąś dziwną konstrukcją, która ma chyba powstrzymywać jaki przed dalszymi wycieczkami. Jest więc bramka i kawałek (może z metr) murku po obu stronach, a dalej skarpa. Zamiast próbować się włamywać obchodzimy bramkę bokiem po wąskim gzymsie i... wpadamy na paskudzące stado jaków. Gówno. No nie... gówno to za mało powiedziane, to jest rzeka gówna rozdeptywanego przez jaki na maź o konsystencji błota z uroczym dodatkiem wiejskich aromatów. Na zdjęciu wygląda może jak błoto, ale musicie mi uwierzyć, że zapach nie pozostawiał złudzeń! Skraj ścieżki wyznaczają kamienie, które wydają się jedyną szansą na uniknięcie brodzenia w tej rzeczce ekstrementów. Balansując ciałem, asekurując się kijkami i modląc do Buddy by nie dał nam upaść, szczęśliwie dostajemy się na drugą stronę. Turystka idąca z przeciwka ma trochę mniej szczęścia i zalicza oczyszczającą kąpiel. Oczyszczającą w sensie duchowym oczywiście.

Jaki
Himalaje (Nepal)Dolina Langtang (Nepal)

Kyanjin Gompa

Kyangjin Gompa (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)Himalaje (Nepal)Himalaje (Nepal)

O 11:45 dochodzimy do Kyanjin Gompa. Z lekkiego wzniesienia jak na dłoni widać całą osadę. Po lewej, trochę na uboczu stoi samotny motelik o uduchowionej nazwie Monastyr (Guest House Monastery). Noclegi w zasadzie wszędzie są za darmo. Z szybkiego rozeznania wynika, że pensjonaty w wiosce oferują trochę lepsze warunki zakwaterowania, oglądane przez nas pokoje są większe, ładniejsze i nawet mają elektryczność! Ale Klasztor kusi odseparowującym od innych turystów położeniem na uboczu i zdecydowanie bardziej przekonuje naszych towarzyszy wędrówki. W zasadzie jakiegoś nasilonego ruchu turystycznego nie dostrzegam, wręcz przeciwnie, hotele wydają się raczej wyludnione, a właściciele desperacko poszukujący gości, ale ostatecznie wygody nie są tu sprawą najistotniejszą, a trzeba przyznać, że położony nieco wyżej Klasztor dostarcza również atrakcyjniejszych widoków. Etam... pieprzyć prąd. Niech będzie Monastyr.

Kyangjin Gompa (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)
Kyangjin Gompa (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)
Kyangjin Gompa (Nepal)Himalaje (Nepal)Himalaje (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)Himalaje (Nepal)
Himalaje (Nepal)Himalaje (Nepal)

Langtang było bardziej swojskie i jako wioska podobała mi się bardziej. Kyanjin Gompa jest jednak w większym stopniu ośrodkiem turystycznym... ale z drugiej strony jesteśmy wyżej, bliżej najwyższych szczytów, które zachwycają, chwytają za serce... ogłupiają nawet tak, że człowiek bez zastanowienia pstryka zdjęcie za zdjęciem... Dlatego zdjęć będzie więcej! Z góry przepraszam jeśli zanudzę:).

Kyangjin Gompa (Nepal)Himalaje (Nepal)Dolores (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)Dolores (Nepal)Maja (Nepal)

Po południu dołączają do nas Natałka i Maksymilian, bardzo sympatyczni Ukraińcy, których poznaliśmy dwa dni wcześniej. Natałka nie czuje się najlepiej, a mimo to dzielnie dotarła do Kyanjin Gompa. Chyba nie przestaje się uśmiechać, a energii tego uśmiechu nie przyćmiewa nawet choroba, która przecież zawsze osłabia i męczy. Gdy zachodzi słońce i robi się chłodniej, Maks sadza Natałkę obok piecyka i troskliwie owija ją ciepłym śpiworem. W pokojach jest zimno i ciemno, więc siedzimy na świetlicy, od czasu do czasu zamawiając coś na ząb i zabijając czas rozmową.

A wszędzie z nami Góry. Widać je ze świetlicy, widać, gdy wychodzimy na papierosa, widać z okna w pokoju, a nawet przez szpary drewnianego wychodka. Widać je w nocy, pod cudownie rozgwieżdżonym niebem, w bladym świetle księżyca. Dobranoc.

Maks, Natałka, Maja i Dolores (Nepal)
Himalaje (Nepal)Himalaje nocą (Nepal)

Kyanjin Ri (15 659 stóp, 4773 m n.p.m.)1

Dolina Langtang (Nepal)Himalaje (Nepal)Himalaje (Nepal)Dolores i MajaDolores
Himalaje (Nepal)Langtang Lirung (Nepal)

Gdy o 5:30 wychodzimy ze śpiworów jest jeszcze ciemno. No i oczywiście zimno. Temperatura w pokoju oscyluje w okolicy 1-3 stopni powyżej zera. Aż strach pomyśleć jak jest na zewnątrz, będzie chyba z -40! Wychodzimy godzinę później. Kierownik wyprawy ogłasza, że naszym celem jest zdobycie niezwykle zabójczej góry Kyanjin Ri. Jest tak trudna, że nikt już nawet nie liczy osób, które zginęły podczas jej zdobywania! W planie mieliśmy co prawda siedmiotysięcznik Langtang Lirung, ale nie będziemy szli na łatwiznę. Zmierzymy się z Kyanjin Ri, jakby nie było jest to przecież 15-tysięcznik!

Kuba, Basia i Dolores na Kyanjin RiDolina Langtang (Nepal)Basia i DoloresKyanjin Ri (Nepal)Dolores

Słońce ciągle ukrywa się za górami, więc jest zimno. Mróz przenika nawet nasze hiperkosmiczne ubrania ufundowane przez sponsora wyprawy firmę SOSCoolProof z Rybnika. Już po godzinie zaczyna nieznośnie boleć mnie głowa, na szczęście Basia ma na podorędziu zielone, inteligentne pigułki, które zabijają każdy ból jeszcze zanim zacznie o sobie dawać znać. Mozolnie, w milczeniu zdobywamy kolejne metry podejścia. Rano przeszywały nas mrozy, a teraz, gdy słońce jest wysoko, narażeni jesteśmy na przekraczające wszelkie normy promieniowanie ultrafioletowe. Jest gorąco, a tempo spada. Kierownik wyprawy stwierdza, że istnieje ryzyko iż nie zdążymy wejść przed zachodem słońca, w związku z tym zapada decyzja, że rezygnujemy z poręczowania... zresztą tak między Bogiem a prawdą i tak zapomnieliśmy spakować liny. W połowie drogi okazuje się, że zapomnieliśmy wziąć również wystarczającej ilości prowiantu, a były przecież przypadki, że ludzie uwięzieni w górach zjadali swoich towarzyszy, żeby przetrwać... Czyżby i naszą przyjaźń los miał wystawić na taką próbę? Na wszelki wypadek na wysokości 4500 metrów Maja postanawia założyć obóz i poczekać na powrót reszty ekipy. Na nic się zdają zapewnienia, że przecież byśmy jej nie zjedli! Obok nas idą przecież jeszcze cztery wyprawy z Kanady, Indii i Chin, a zawsze powtarzaliśmy, że na wyjeździe należy próbować miejscowych specjałów. Maja nie daje się jednak przekonać i zaczyna się rozbijać pod wielkim kamulcem. Zaciskamy zęby i idziemy dalej, bo Kuba z Basią zdążyli nas już wyprzedzić o godzinę drogi.

Dolina Langtang (Nepal)Dolina Langtang (Nepal)Langtang Lirung (Nepal)
Kyanjin Ri (Nepal)Kyanjin Ri (Nepal)Dolina Langtang (Nepal)
WitekBasia i KubaBasia i DoloresKubaBasia i Kuba
DoloresDolores

Zastaje nas noc, ale kierownik wyprawy postanawia, że nie zawracamy. Idziemy dalej, o pustych żołądkach i bez przerwy na sen. Na szczyt wchodzimy następnego dnia rano! Widoki są przecudowne, niezapomniane i zapierające dech w piersiach. Humor psuje nam tylko jakiś himalaista, który był tutaj przed nami i wygląda na całkiem żywego! Wyprzedził nas! Gdyby go tak zjeść to nikt by się o jego wyczynie nie dowiedział. Niestety Basia jako wegetarianka tak zdecydowanie protestuje, że ostatecznie rezygnujemy z tego obiecującego planu.

DoloresKyanjin Ri (Nepal)DoloresKyanjin Ri (Nepal)Himalaje (Nepal)Himalaje (Nepal)Dolores
DoloresHimalaje (Nepal)
Himalaje (Nepal)Himalaje (Nepal)

Po godzinnym odpoczynku na szczycie przypominamy sobie, że przecież wczoraj po drodze zostawiliśmy Maję! Postanawiamy podzielić się na dwie grupy. Basia z Kubą wracają do bazy na skróty poprzez drugi szczyt Kyanjin Ri, a my wracamy drogą, którą przyszliśmy po drodze zabierając Majkę. Gdy docieramy do prowizorycznie utworzonego obozu, stęskniona Maja rzuca się nam na szyję i skarży, że w nocy prawie zamarzła. Na szczęście tylko prawie.

WitekWitekDoloresDolores i MajaHimalaje (Nepal)Himalaje (Nepal)
Kyangjin Gompa (Nepal)Kyangjin Gompa (Nepal)Himalaje (Nepal)

Po drodze postanawiamy zbudować jeszcze apaczetę z kamieni. To znaczy nie mam pojęcia, jak to się nazywa tutaj, ale w Andach mówią na to apaczeta. Buduje się ją z kamieni, zaś pod spodem zostawia ofiarę dla Paczamamy - Matki Ziemi. W Andach wypada zostawić pod kamieniami ze dwa listki koki, niestety tu koki nie ma, a i nawet haszyszu przy sobie nie mamy! Mamy cukierka! A szczerze mówiąc, gdy się idzie pod górę, to cukierki są bardzo cennym wyposażeniem, więc mam nadzieję Paczamama naszą ofiarę doceni i pozwoli nam bezpiecznie dotrzeć do obozu.

  1. Poniższa historia jest kompletnie wyssana z palca, czyli zmyślona, a występujące w niej postacie fikcyjne jak Hans Kloss. Szczytu nie zdobywaliśmy, zdjęcia ściągnęliśmy z Internetu, a nazwy geograficzne przepisaliśmy z pirackich przedwojennych map. Ponadto z całą mocą podkreślamy, że nikogo nie mieliśmy zamiaru zjadać i w ogóle nigdy ludzkiego mięsa nie próbowaliśmy. Aha! A publiczną służbę zdrowia, NFZ i ZUS należy zlikwidować!


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Komentarze do zdjęć:

Witek

Rarytas: Na co tak Pan patrzy, Panie Witku?
Witek: Zgubiłem się! Szukam wyjścia:).




Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.