album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Lutcza 2011 – Prządki, Kamieniec i Caryńska z Igą i Kubą

Piątek i sobota, czyli powitania, Prządki i Kamieniec

Jeremi i KubaJeremi i KubaMecz

Tak się zabawnie złożyło, że regularnie co trzy lata przyjeżdżamy do Lutczy. Tym razem, ze względu na zaplanowany dość długi wyjazd do Nepalu, pobytu w Lutczy nie przewidywaliśmy, ale w połowie roku ciężar codzienności okazał się nie do zniesienia i krótki, choćby tygodniowy odpoczynek od niej, stał się koniecznością. W rezultacie w piątek, 12 sierpnia, zaraz po pracy, wsiedliśmy do naszego niezastąpionego Fiata Uno rocznik bardzo, bardzo odległy i drogą przez Oświęcim, żeby (z powodów ideologicznych) nie płacić złodziejskiego myta na autostradzie A4, ruszyliśmy na wschód.

Niestety długi weekend wydłużył korki i naszą podróż. Powstał nawet pomysł, by zatrzymać się na noc w Krakowie, a podróż kontynuować rano, gdy może ruch będzie mniejszy. Ostatecznie uznałem jednak, że czuję się dobrze i mogę jechać choćby do rana, a przecież w końcu korki się rozluźnią.

Do Lutczy dotarliśmy bezpiecznie przed północą, po sześciu godzinach jazdy. W domu czekała na nas ciocia Teresa, która gorąco nas powitała, nakarmiła i troskliwie wpakowała do łóżek.

A w sobotę od rana przyjemnych spotkań ciąg dalszy. Jeremi najbardziej nie mógł się doczekać spotkania ze swoim kuzynem - Kubą - z którym ostatnio widział się, gdy obaj nie mieli jeszcze roku. Chłopcy szybko znaleźli wspólne zainteresowania i już za chwilę gonili razem za piłką. Oczywiście nie mieli szans z ciocią Teresą uzbrojoną w nóż kuchenny;).

Jeremi, Kuba i MajaKubaNa ciocię Teresę z nożem nie ma mocnych
Rezerwat przyrody prządkiRezerwat przyrody PrządkiJeremi i MajaRezerwat przyrody PrządkiRezerwat przyrody PrządkiRezerwat przyrody Prządki

Po południu przyjechali Kuba z Igą, którzy swoje musieli odstać w korkach sobotnich. Mimo zmęczenia postanowili nie tracić czasu i zrobić sobie z nami małą wycieczkę. Wsiedliśmy w samochody i wesoło pognaliśmy do znajdujących się niedaleko atrakcji. W pierwszej kolejności odwiedziliśmy Prządki, czyli dziewczęta, które ponoć za przędzenie lnu w święta zostały zamienione w kamień. Stoją teraz uwięzione w rezerwacie przyrody i nawet kichnąć nie mogą, choćby im kto skakał po nosie.

Dolores, Maja, Kuba, Jeremi i IgaRezerwat przyrody PrządkiRezerwat przyrody PrządkiRezerwat przyrody Prządki
Rezerwat przyrody PrządkiRezerwat przyrody PrządkiRezerwat przyrody PrządkiRezerwat przyrody PrządkiRezerwat przyrody Prządki
Rezerwat przyrody PrządkiJeremiRezerwat przyrody PrządkiW dyby

Na prządkach byłem już niezliczoną ilość razy, ale i tak przyjemnie było się tu znowu przespacerować i pewnie przy kolejnej wizycie w Lutczy też tego miejsca nie ominiemy. A tymczasem pakujemy się do samochodów i jedziemy na zamek Kamieniec w Odrzykoniu, gdzie w XVII wieku rozegrały się były wydarzenia, które zainspirowały późniejszego właściciela zamku - hrabiego Aleksandra Fredrę - do napisania swojej bodaj najsłynniejszej komedii, czyli Zemsty.

Dolores, Iga i MajaZamek Kamieniec w OdrzykoniuZamek Kamieniec w OdrzykoniuZamek Kamieniec w OdrzykoniuKuba, Jeremi, Dolores i IgaWidok z zamku

Ten bardzo udany, pierwszy dzień naszego pobytu w Lutczy, zakończyliśmy wieczornym piwkiem i grą w Scrable. Aha, w kronice należy jeszcze odnotować, że tego dnia Jeremiasz po raz pierwszy prowadził samochód! Dobranoc.

Zamek Kamieniec w OdrzykoniuMaja, Dolores, Jeremi, Iga i KubaStary dom

Aby wyświetlić obiekt zainstaluj wtyczkę: Adobe Flash Player

Niedziela, czyli Połonina Caryńska

ObiadNa Połoninę Caryńską (Bieszczady)

Chyba podczas wieczornego piwa narodził się plan, by w niedzielę pojechać w Bieszczady, ot tak, na jeden dzień. Chociaż „plan”, to nie jest dobre słowo. Sugerowałoby ono jakąś organizację lub choćby ustaloną godzinę pobudki! Tymczasem od rana grzebaliśmy się jak muchy w smole i z domu wygrzebaliśmy się chyba dopiero gdzieś kolo 11, a do Ustrzyk Górnych mieliśmy do przejechania bagatela 120 kilometrów.

Na Połoninę Caryńską (Bieszczady)JeremiKuba, Maja, Jeremi i DoloresNa Połoninę Caryńską (Bieszczady)Maja

Gdy w końcu dojechaliśmy byliśmy już głodni... więc zamiast w góry poszliśmy na obiad! Mimo wszystko postanowiliśmy podreptać na Połoninę Caryńską, może nie jesteśmy najlepiej na świecie zorganizowaną wycieczką, ale w końcu nie idziemy zdobywać Everestu!

Na Połoninę Caryńską (Bieszczady)Na Połoninę Caryńską (Bieszczady)Na Połoninę Caryńską (Bieszczady)
MajaNa Połoninę Caryńską (Bieszczady)Na Połoninę Caryńską (Bieszczady)Połonina Caryńska (Bieszczady)Połonina Caryńska (Bieszczady)
Połonina Caryńska (Bieszczady)Maja, Jeremi, Dolores i WitekMaja, Jeremi, Dolores, Iga i Kuba

Bieszczady są piękne! Mimo kiepskiej organizacji wyprawa zakończyła się sukcesem, a Jeremi zabił po drodze rekordową ilość duchów. Inna sprawa, że schodząc stanowczo odmówił swojego udziału w jakichkolwiek przyszłych wyjazdach z górami w tle. Dał nam dość dosadnie do zrozumienia, że wychodzenie stromymi schodami przez jakiś podejrzany las na szczyt, tylko po to, żeby się spocić i zaraz później zejść na dół, uważa za pomysł zupełnie idiotyczny i obrażający inteligencję trzylatka. Chcecie się mordować, wolna droga, ale ja następnym razem zostaję w domu! Dobranoc.

Poniedziałek, czyli wsi spokojna, wsi wesoła...

Jeremi i DoloresWiola, Maja, Jeremi i Dolores

W zasadzie nasz niedzielny plan, przepraszam, nasz niedzielny pomysł, obejmował jeszcze zalew Soliński w drodze powrotnej z gór, ale ponieważ wracaliśmy po ciemku pomysł musieliśmy trochę zredukować. Zresztą jeszcze w niedzielę wracać do Krakowa mieli Iga z Kubą, co również, ze względu na późną porę naszego powrotu trzeba było odłożyć na poniedziałek. Tak więc rano Iga z Kubą udali się w kierunku Krakowa, a my oddaliśmy się błogiemu lenistwu i sąsiedzkim pogaduchom.

Pochwalona wieś dobra, wóz, konie i grabie, Gumna, cepy i kosy ostrzone u bruska, Wszystkie narzędzia, których chwałą zbiór i zwózka, Rola, miedza, ściernisko, późne lato babie; Wiatrak, co w modłach wznosi swe ramiona rabie: "O, przyjdź, wietrze, przyjdź, zboże! Odpadnie twa łuska!" Ręce chłopa i dziewki i jej chusta ruska, Śpiewanki, dymy perzów i rechoty żabie; I żmudna młóćba, zimy zasobnej znachorka, I woły, jarzma, pługi i brony, i orka, I jesień, i pogoda piękna jak niedziela, I chaty kumę, pełne święconego ziela, I ten zmierzch rozczulony, gdy wozy w spichrz zwożą Ziarno, a ludzie w serca swe spokojność bożą...

JeremiJeremi, Dolores i MajaJeremi i Wiola
Jeremi i WiolaJeremi i WiolaJeremi i Wiola
Jeremi
JeremiMaja, Dolores, Wiola i JeremiWitek i MajaMajaDolores, Jeremi, Wiola i Witek
Jeremi i DoloresKsiężyc nad Lutczą

Tak sobie myślę, że wieś bardzo się zmieniła od czasów mojego dzieciństwa. Ale przynajmniej spokój został. Było sielsko, wiejsko i wesoło. Siedzieliśmy sobie z Wiolą przed domem, pałaszując jakieś ciasto domowej roboty i popijając je winkiem, a dzieci biegały po zielonej trawce... Dobranoc.

Wtorek, czyli tradycyjne, pamiątkowe zdjęcie w Niebylcu

Maja i DorotaMaja i DorotaMaja, Dolores i JeremiJeremi, Dolores i MajaDolores, Witek i Maja
MajaMajaMaja i JeremiJeremi i Maja

We wtorek zrobiliśmy sobie wycieczkę do Niebylca. W Niebylcu właściwie żadnych większych atrakcji nie ma, poza tym, że jest tam ławeczka, na której robimy sobie regularnie co trzy lata zdjęcia. Tylko nie wiem czemu do tej pory zabrakło zupełnie na tych zdjęciach mnie?!

Jeremi, Dolores i MajaJeremiJeremiStrzyżów

Potem pojechaliśmy jeszcze na lody do Strzyżowa i na tym w zasadzie nasza aktywność tego dnia się skończyła. Poza tymi wyjazdami było już tylko słodkie, niezmącone żadnymi troskami, wypoczywanie. Granie w piłkę, gry planszowe, wieczorne piwkowanie, przepyszne wiejskie pomidory i jajka, którymi hojnie obdarowywała nas Zosia, no i sen, dużo snu, nocnego, popołudniowego, niezaplanowanego, przypadkowego...

StrzyżówJeremi, Dolores i MajaJeremi, Dolores i Maja

Pamiątkowe komiksy

Wygnani z RajuJeremiJeremi

lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.