album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Krawcula - wrzesień '2005

Anita

Lato się kończy, pogoda śliczna, grzechem byłoby siedzieć w mieście:), żeby więc nie powiększać swojej kolekcji o całkiem niepotrzebne przewinienia postanowiliśmy się udać w góry. Anita podjęła się zadania dowiezienia nas na miejsce swoim Suzuki. Dostrzegacie ten szatański uśmiech?

Anita i BakaliaDorota, Maja i AnitaBakalia

W Rajczy niezrównaną przyjemność sprawiliśmy Bakalii, kąpiel w rzece to chyba to co lubi najbardziej:). Maja natomiast puszyła się jak paw prowadząc przez miasto Bakalie na smyczy. Chociaż co do tego kto kogo prowadził zdania są podzielone:).

Jak będziecie w Rajczy koniecznie odwiedźcie miejscową cukiernie! Mają tam smaczne ciastka i własnej produkcji lody. Jagodowe są po prostu pyszne, jak by z samych owoców! Polecam.

Maja i BakaliaMaja i BakaliaDorota, Anita, Maja i Bakalia
Maja i WitekMaja i AnitaAnita
Maja i DorotaAnita i Witek

No i jesteśmy na miejscu, zaraz pod słowacką granicą. Korzystając z okazji zaopatrzyliśmy się w piwko w sklepiku zaraz za przejściem, jedno samo się otworzyło (na prawdę!) i musieliśmy je wypić jeszcze na parkingu. Bardzo ważny pan celnik (niech go piekło pochłonie) nie wpuścił Mai ponieważ nie miała dowodu osobistego:). To nic, że ta granica to już właściwie formalność, a grupce przed nami nawet do tych dowodów nie zaglądał!

Anita i WitekWitekDorotaAnita i Bakalia

Byliśmy świetnie zaopatrzeni w piwo (jak widać nie mieściło nam się w plecakach przez co wyglądałem jak prom kosmiczny - katastrofy na szczęście nie było, żadna z rakiet nośnych nie eksplodowała), w mapę (narysowaną przez Krzyśka), oraz wyspecjalizowanego odczytywacza map - Maję.
Wszyscy dzielnie się wspinali:)

Witek, Maja i AnitaKrawcula
AnitaAnita, Maja i DorotaDorota
Dorota, Anita i BakaliaDorota

Po dotarciu na szczyt podziwianie widoków, kontemplacja i joga:).

Aniś w okolicznościach przyrodyRozwiana Aniś
Anita i WitekWitek i BakaliaAnita i Witek
Dorota i AnitaAnita i BakaliaDorota

Na szczęście na górze spotkaliśmy innych ludzi z dziećmi, dzięki czemu Maja miała towarzystwo do zabawy - Olgę i Marka. Ciągle biegali, łapali koty (biedne stworzenia), albo huśtali się na hamaku.

Maja i Olga na hamaku IDo góry nogamiMaja i Olga na hamaku IIIMarek
Aniś w okolicznościach przyrody ale z telefonemKrawcula
Maja i OlgaAnita i DorotaAnita i DorotaMaja, Olga, Anita i Dorota
Anita i Bakalia

Tańce, hulanki, swawole...

Dorota i Anita

...a wieczorem ognisko... niestety nie starczyło dla nas kiełbasek:/

DorotaDorotaAnita, Dorota i Bakalia
SzymonSzymonSzymon

Przy ognisku popis gry na instrumentach wszelakich dawał Szymon z Krawcowa:). Błyszczał poczuciem humoru i improwizowanymi tekstami. Wybaczymy mu nawet to, że trąbił tuż pod oknami naszego śpiącego dziecka:). Na prawdę nie wyobrażam sobie tego miejsca bez niego.

Kiedy już wszystkie dzieci poszły spać przyszedł czas na nieprzyzwoite dowcipy po góralsku, może tego o makowcu cytował nie będę, ale o tym, że tego się nie da wytłumaczyć to mogę z czystym sumieniem. Jeśli ktoś potrafi przetłumaczyć to na góralski to będę wdzięczny.

Otóż siedzi pod stajnią baca i w kółko powtarza: Tego się nie da wytłumacyć! Jak to w dowcipach bywa przechodzi turysta i długo namawia bacę, żeby jednak spróbował. Więc baca mówi: Rano poszedłem do stajni wydoić krowę, doję sobie doję, a ta prask, kopnęła mnie tylnymi nogami, no to wziąłem powróz i związałem jej tylnie nogi. Doję sobie dalej doję, a ta prask, tym razem dostałem przednimi nogami, no to wziąłem powróz i związałem przednie nogi. Doję sobie dalej doję, a ta prask, odwinęła mi ogonem, no to wziąłem pasa ze spodni i przywiązałem ogon do powały, w ten czas spodnie mi spadły, a do stajni weszła żona i tego się nie da wytłumacyć!

W tych pięknych okolicznościach przyrody poznaliśmy Olgę i Michała (serdecznie pozdrawiamy), niestety trochę późno więc nie zdążyliśmy się dobrze poznać, ale może nadrobimy to następnym razem jak się spotkamy na Krawculi.

Michał, Olga, Dorota i Witek
Krawcula

Wszystko co dobre szybko się kończy, rano trzeba było wracać do domu, Aniś piła kawę już na szlaku:). Mam nadzieję, że znowu tu przyjedziemy, a w każdym razie wszystkim lubiącym góry gorąco to miejsce polecamy, zainteresowanych zaś odsyłam na stronę bacówki.

AnitaDorota, Anita i Bakalia

lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.