album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Kolonia – Bruksela – Calais

Bruksela (Belgia)Bruksela (Belgia)Bruksela (Belgia)

We wtorek rano (no może nie jakoś wcześnie rano, bo przecież są wakacje, ale w każdym razie przed południem) wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Kale (Calais). Tak się złożyło, że dokładnie na naszej trasie leżała Bruksela, nieoficjalna stolica (tfu!) unii europejskiej. No to wypadało dzieciakom ją pokazać. Wjechaliśmy do miasta i rozpoczęliśmy szukanie centrum oraz jakiegoś miejsca do parkowania. Miejsca niby są, ale jak się okazało, w dużej mierze zarezerwowane dla dyplomatów. Właściwie podczas podróży zwykłem się uważać za ambasadora i jak najlepiej nasz kraj reprezentować. Niestety szybko się okazało, że gdzie jak gdzie, ale w Brukseli, stolicy biurokracji, bez papierka i odpowiedniej naklejki się nie obejdzie. No trudno.

Maja, Jeremi i DoloresRatusz / Hôtel de Ville, Bruksela (Belgia)Wielki Plac / Grand Place, Bruksela (Belgia)Maja, Jeremi i DoloresDom Króla / Maison du Roi, Bruksela (Belgia)Wielki Plac / Grand Place, Bruksela (Belgia)

W końcu znaleźliśmy jakieś miejsce dla szaraczków, zapłaciliśmy jak za zboże, a co gorsza, okazało się, że parkomat pozwala na postój jedynie przez dwie godziny! No cóż, to będzie bardzo ekspresowa wycieczka. Do zwiedzania biegiem marsz!

Wielki Plac / Grand Place, Bruksela (Belgia)Wielki Plac / Grand Place, Bruksela (Belgia)Wielki Plac / Grand Place, Bruksela (Belgia)
Maja, Jeremi i DoloresCzerwony kapturek i wilkWzgórze sztuki / Mont des Arts, Bruksela (Belgia)Wzgórze sztuki / Mont des Arts, Bruksela (Belgia)Maja, Jeremi i Dolores
Wzgórze sztuki / Mont des Arts, Bruksela (Belgia)Bruksela (Belgia)

Biorąc pod uwagę, że nie mieliśmy żadnej mapy, a Brukseli zupełnie nie znamy, to całkiem szybko trafiliśmy na Wielki Plac, przy którym wznoszą się Ratusz i Dom Króla (nl. Broodhuis, fr. Maison du Roi). Trzeba przyznać, że rynek rzeczywiście jest bardzo okazały i jest na co popatrzyć... ale czasu niewiele, więc rzucamy tylko okiem i pędzimy, tzn. spacerujemy dalej.

Wzgórze sztuki / Mont des Arts, Bruksela (Belgia)Maja, Jeremi i DoloresBruksela (Belgia)Bruksela (Belgia)
Jeremi, Maja, Dolores i Siusiajacy chłopiec / Manneken pisBruksela

Dochodzimy na Wzgórze Sztuk z którego roztacza się panorama miasta, patrzymy na zegarek i dochodzimy do wniosku, że niestety na nic więcej czasu nam już nie starczy. W drodze powrotnej odnajdujemy jeszcze symbol Brukseli – Siusiającego chłopca – co przypomina mi moją poprzednią wizytę w tym mieście prawie osiemnaście lat temu! Osiemnaście lat. Straszne.

Po powrocie czekała na nas pierwsza niemiła niespodzianka w czasie naszej podróży. Za wycieraczką bieliła się kartka od tutejszej policji, nie były to jednak pozdrowienia, ale informacja, że należy się spodziewać mandatu, za przekroczenie czasu parkowania. Przekroczyliśmy o całe 3 minuty, dosłownie. Kobieta w ciąży rozwija ograniczoną prędkość i dokładnie o trzy minuty się przeliczyliśmy, spodziewaliśmy się jednak w najgorszym wypadku spotkać kogoś wypisującego mandat, kto nad kobietą w ciąży się ulituje. Cóż za zimna precyzja! Jakież tempo działania władzy... Wolę jednak nasz europejski dziki wschód:).

Na autostradzieBruksela
Wzgórze sztuki / Mont des Arts, Bruksela (Belgia)Wzgórze sztuki / Mont des Arts, Bruksela (Belgia)Bruksela (Belgia)Calais (Francja)Calais (Francja)
Maja, Dolores i JeremiMaja i Dolores
Witek, Maja i Jeremi

No ale jesteśmy na wakacjach i nie będziemy się tym przejmować. Jedziemy dalej do Kale, żeby promem przeprawić się na drugą stronę Kanału La Manche albo jak wolą Anglicy Kanału Angielskiego. Nie kupowaliśmy wcześniej biletów, więc pytamy o szczegóły w kasie. Okazuje się, że bilet na najbliższy prom kosztuje 97 euro, ale dopytuję, czy nie byłoby taniej w późniejszych godzinach i okazuje się, że owszem, bilet na pierwszy prom po północy kosztowałby nas już tylko 27 euro. Musimy tylko poczekać 4 godziny. Kalkulacja jest oczywista, w końcu ponad 200 zł piechotą nie chodzi. Kasjerka jednak na naszą decyzję reaguje prawie pogardą. Francuzka patrzy na nas z góry, bo chcemy zaoszczędzić jakieś marne 60 euro i obsługuje nas mocno nadąsana. Tak właśnie rodzą się sentymenty i antypatie, które przywozimy z podróży. W tym wypadku po kilku dniach podróży z sympatią myślę o Kolończykach, którzy uśmiechnięci służyli nam pomocą, gdy szukaliśmy adresu Maćka i którzy z uśmiechem na ustach zagadywali nas sprzedając piwo w małym browarze. Niezbyt miło będę wspominał natomiast Francuzów, którzy przed zachodem słońca podpadną nam jeszcze raz. Żabojady. Czas sprawdzić jak przyjmą nas Anglicy.

Witek, Maja i JeremiWitek, Maja i JeremiNa promieNa promie

Pamiątkowy film z wakacji

Aby wyświetlić obiekt zainstaluj wtyczkę: Adobe Flash Player


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.