Hellada '2004


1 2 3 4 dzień 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 epilogos

Νέος Παντελεήμων - Παλαιός Παντελεήμονας
Neos Panteleimonas - Paleos Panteleimonas

Załamanie pogody (czyli lekkie zachmurzenie:), bo nadal ciepło) przyjmujemy z ulgą, zwłaszcza moje spalone plecy:). Wykorzystujemy to na wycieczkę we własnym zakresie:). Jeśli będziecie kiedyś w Leptokarii to oto gotowy przepis na niezapomniane chwile.

Składniki:

  • - 1,5€,
  • - fajna zgrana ekipa, koniecznie z kobietami w proporcji przynajmniej 1:2
    (składnik potrzebny do łapania stopa),
  • - sposób komunikacji na odległość,
  • - umiejętności konwersacji na migi z taksówkarzami.

A oto nasz sposób przyrządzenia:

Nasza drużyna w PanteleimonasNasza drużyna w komplecie
Na zamku Frankońskim z czasów FrankońskichPanteleimonas

Po długich debatach gdzie jechać wybraliśmy Paleos Panteleimonas. Niestety autobusy właśnie zmieniały rozkład, a zresztą one i tak się go nie trzymają, więc padło na taksówkę, hmm, dosłownie, bo w całej Leptokarii jest chyba tylko jedna. Pojechaliśmy nią na 3 raty, niestety pojawiły się kłopoty w komunikacji z kierowcą, który pierwszą grupę zawiózł do Neos Panteleimonas i tam bezczelnie zmusił do opuszczenia pojazdu wypinając Jarkowi pasy i ogłaszając, że wszędzie dookoła jest Panteleimonas.

OrzełekOrzełek

Przez pana taksówkarza nasze plany uległy zmianie, ale to nawet lepiej, bo kurs tam gdzie chcieliśmy był droższy. Skoro byliśmy już pod zamkiem, to szkoda by było go nie odwiedzić. Na pierwszych dwóch zdjęciach widać jakie mieliśmy widoki po drodze. A potem już zamek Frankoński z czasów Frankońskich jak to mówiła nasza śliczna pani przewodnik.

PanteleimonasPanteleimonas

Następnie zeszliśmy na dół do miasteczka, a stamtąd z powrotem stromo pod górę, tym razem już do Paleos Panteleimonas (Παλαιός znaczy stary, więc jest to po prostu stara wersja Panteleimonas;)). Po drodze łapaliśmy stopa, część ekipy złapała samochód osobowy, a część powiedzmy towarowy. W drugim podejściu jechało aż 8 osób!!. Dziewczyny jechały w części osobowej, a faceci w części towarowej, trzymając się czegokolwiek aby uratować życie, bo podobno kierowca jeździł tak jakby zapomniał o dodatkowym ładunku (podobno, bo ja się załapałem do samochodu osobowego i ta przygoda nie była mi dana). Na cześć tych historycznych wydarzeń Ci dzielni śmiałkowie otrzymali przydomek amigos potatos.

Ale za to dzięki uprzejmości Ćwira, który poświęcił mi klatkę, mogę się cieszyć zamieszczonym obok zdjęciem. Oto ja ze swoim aparatem, owiany mgiełką tajemnicy wśród kamieni Paleos Panteleimonas. Za zdjęcie bardzo dziękuję.

Witek
Paleos PanteleimonasEkipa w kompleciePaleos PanteleimonasZwiedzamy Paleos Panteleimonas

A oto widoki jakie ukazały się naszym oczom na górze...

Romantyczny pocałunek w Paleos PanteleimonasPaleos PanteleimonasPaleos PanteleimonasDziewczyny

Wyglądaliśmy jak japońska wycieczka:), co widać na czwartym zdjęciu w rzędzie powyżej. Dziewczyny pozują (trochę zdezorientowane, bo nie wiedzą, w którą stronę patrzeć;)), a wszyscy mężczyźni bez wyjątku robią zdjęcia.

Paleos PanteleimonasPaleos PanteleimonasPaleos PanteleimonasPaleos Panteleimonas

Miasteczko jest bardzo malowniczo położone, bardzo małe i bardzo sympatyczne, wąskie uliczki, stare domy, czasem bardzo klimatyczne, bo... rozsypane;), na pewno warte zobaczenia.

Paleos PanteleimonasŚlub w Paleos PanteleimonasŚlub w Paleos PanteleimonasŻeby nie było, że mnie nie było:)

Nawet załapaliśmy się na ślub, niestety nie zostaliśmy zaproszeni na wielkie greckie wesele... Zmęczeni odwiedziliśmy knajpkę, a kto chciał coś sobie zamówił. Ja nie byłem głodny, bo cieszyłem się tanimi winogronami, więc wziąłem aparat i ruszyłem szukać czegoś do sfotografowania.

Paleos Panteleimonas
Paleos PanteleimonasPaleos PanteleimonasPaleos Panteleimonas

A gdy chciałem czymś uatrakcyjnić śliczne widoki, zabrałem ze sobą modelkę...

Dziewczyna z granatem miłościPaleos PanteleimonasDolores
Paleos Panteleimonas

...która czasem sama chwytała za aparat.

Witek na tle Paleos Panteleimonas
Paleos PanteleimonasDolores i WitekDolores i KasiaDolores i Witek

Zaczęliśmy naszą drogę powrotną, zapowiadało się długie zejście, więc skracaliśmy sobie drogę, co miało swoje plusy, bo wpadaliśmy między innymi na takie drzewka. Widzieliśmy też nasz frankoński zameczek z początku wycieczki.

Paleos PanteleimonasPod drzewem w Panteleimonas

Plecy mnie piekły więc gnałem ile sił w nogach. Nie opłaciło się, ostatni złapali stopa i jak było napisane w Piśmie zostali pierwszymi, dojechali bezpośrednio do Leptokarii. Ale za to nie mieli takich przygód:). My złapaliśmy stopa trochę później i zwiózł nas tylko do nowego Panteleimonas, za nami trzecia część ekipy (Jarek i Mariusz) schodziła na piechotę. Na dole musieliśmy łapać dalej w asyście... greckiej policji;).

Policja jest tam baaaaardzo wyrozumiała, nie zwracała uwagi ani na to, że przebiegaliśmy przez bardzo ruchliwą ulicę w niedozwolonym miejscu, ani na to, że do łapania stopa specjalnie to się ono nie nadawało bo ostry zakręt bardzo ograniczał widoczność! W międzyczasie przejeżdżał motocyklista, o wiele za szybko, jedyną reakcją policji był gest, że motocyklista ma zwolnić, którego pewnie przy swojej prędkości nawet nie zauważył. Jak sądzimy to właśnie policja załatwiła nam transport do Leptokarii, zlecając tę misję przewożącemu meble kierowcy. Na oczach policji tenże kierowca załadował nas na pakę(!!!), na której było w dodatku bardzo mało miejsca. Nie no, w Polsce by to nie przeszło... niestety.

W drodze do LeptokariiW drodze do LeptokariiW drodze do Leptokarii

Dorota siedziała na stole, chyba jednym półdupkiem, ja stałem właściwie na jednej nodze, za mną wsiadł Jarek, nie wiem jakim cudem zmieścił się jeszcze przy samej burcie Mariusz. Kierowca podczas załadunku powtarzał uparcie jedno zdanie: bi kerfur, bi kerfur!! (dla nie znających angielskiego - bądź Carrefourem - na prawdę nie mam pojęcia o co mu chodziło;)).

Podczas jazdy nieźle rzucało, ale nie mogłem sobie odmówić przyjemności uwiecznienia tej chwili. Na pierwszym zdjęciu widać chaotycznie wrzucony ładunek wśród którego staliśmy. Z drugiego zdjęcia jestem szczególnie dumny, aby je zrobić ryzykowałem mój kochany aparacik, trzymając go na wyciągniętej ręce, sam jednocześnie nie trzymałem się niczego. Z tej trudnej pozycji, bez celowania, korzystając z dobrodziejstw samowyzwalacza udało mi się uchwycić wszystkich stojących. Za nami kurczowo trzymał się burty Mariusz widoczny na ostatnim już zdjęciu z tej wycieczki. Do hotelu dotarliśmy na godzinę przed obiadem.

Wieczorem ja zdychałem od poparzeń, a reszta poszła katować się do Janisa, gdzie kupili piwo (1,5€), a potem popijali darmowe wino przy dźwiękach 3-osobowej orkiestry. W końcu może po godzinie my też do nich dołączyliśmy. Muzyka fałszowała na tyle głośno, że uniemożliwiała konwersacje, szybko zebraliśmy manatki i wróciliśmy na nasz hotelowy basen gdzie dokończyliśmy miły wieczór przy piwku.


1 2 3 4 dzień 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 epilogos
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.