album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Azjatycki kociak i Prawa pilchówka

Nasz azjatycki kociak, czyli Subaru ImprezaKasia też chce się przejechać!

No! W końcu łikend! Początkowo prognozy wyglądały fatalnie, ale nagle meteorolodzy zmienili zdanie i zapowiedzieli, że jednak będzie ładnie. Całe szczęście, bo dawno się nie wspinaliśmy, a nadmiar pracy i stresu zaprowadziły mnie na skraj wyczerpania nerwowego. Jeśli masz jakieś zmartwienia, koniecznie zacznij się wspinać. Będąc wysoko nad ostatnim przelotem, zupełnie przestaniesz myśleć o problemach w pracy, brakach na koncie czy innych bardziej lub mniej uzasadnionych pretensjach całego świata wobec twojej skromnej osoby. W głowie zostaje tylko myśl, czy używana od kilku lat sfatygowana lina o teoretycznej wytrzymałości na siłę około 8 kN uratuje ci po raz kolejny życie, ew. czy całe zdąży przelecieć ci przed oczami, zanim rozbijesz głupi łeb o skały pod tobą. W końcu aż tak wysoko nie jest.

Niestety pojawił się problem bardziej przyziemny, samochód, który miał nas dowieść do wspinaczkowego raju, utknął u mechanika. Kolega przekazujący mi te złe wiadomości patrzy na mnie z przerażeniem. Jeszcze żaden klient nie przyjmował tej informacji tak źle! No ale skąd kolega może wiedzieć, co się teraz dzieje w mojej głowie? Skąd ma wiedzieć, że to jest sprawa życia i śmierci, być albo nie być? On się nie wspina. On nie zna tego uczucia radości, kiedy wstawiwszy się w jakąś słowacką drogę, dochodzisz do pierwszej wpinki na wysokości sześciu metrów i konstatujesz, że znowu udało ci się nie posrać w gacie! Potem już nic nie smakuje tak samo!

Mężczyzna musi być twardy, więc nie płaczę. Ale Maciek widzi, że jest źle. Pyta, czy miałem jakieś plany łikendowe. MIAŁEM! Jeszcze nigdy czas przeszły nie brzmiał tak przerażająco! Moje cierpienie jest oczywiste, więc Maciek mówi, żebym zaczekał. Iskierka nadziei zaczyna się tlić. Wraca. Ma dla mnie samochód zastępczy, ale w poniedziałek o ósmej rano auto musi być z powrotem. Będzie! Kto by potrzebował auta w poniedziałek! Dzięki Stary!!

Mieliśmy wyjechać o 12, a jest 16. Cztery godziny wspinania jak psu w dupę. Ale to nic. Przecież mogło być gorzej! Jestem dumny z tego, że gdzieś na półmetku swojego życia zrozumiałem w końcu najważniejszą mądrość optymistów: zawsze może być gorzej! Więc auto robi brummmm, a ja się uśmiecham, bo jest 16, a nie 20. To jeszcze nie koniec dobrych wieści. Mkniemy sobie... Subaraczkiem! Subaru Impreza napędzany silnikiem typu bokser mruczy jak jakiś azjatycki kociak za każdym razem, gdy przyciskam nogą pedał gazu. Mam trochę wyrzuty sumienia, że zdradzam moją czarną, trzynastoletnią Foczkę. Ale co tam. Kocha, to zrozumie. Wciskam gaz, a silnik natychmiast reaguje na mój kaprys szybszymi ruchami tłoków. Brummmmmmmmm... Jednak co bokser, to bokser! Myślę, że to początek pięknego, choć niestety tylko przelotnego, łikendowego romansu.

KasiaKasia głaszcze japońskiego kociaka
PiotrekPopisówka (V) OSPopisówka (V) błysk

W sobotę dołącza do nas Piotrek. Skubany pewnie znowu ćwiczył na ściance! Odstępujemy mu pierwszeństwo na Długiej Grani, a ten bez zawahania robi hurtem dwie piątki i czwórkę oesem: Popisówka (V), Dochodzenie (V), Czara (IV+). My dopisujemy sobie tutaj do listy kolejne błyski, czyli jak to mówią wspinacze – flesze. Na koniec dnia Piotrek po raz pierwszy wstawia się w Prawą pilchówkę i dochodzi do czwartego przelotu. Jak tak dalej pójdzie, to poprowadzi to przed nami!

Kasia i PiotrekPopisówka (V), Dochodzenie (V) błyskDochodzenie (V) OSDochodzenie (V) błyskPiotrekWitekPiotrek

W niedzielę wybraliśmy się na Górę Aptekę, gdzie nie byliśmy chyba ze dwa lata. Mamy tu pewne rachunki do wyrównania! Najpierw Białe Ściany, ja: Bardzo lewa piątka (V+) RP i Kasia: Prawa piątka (V+) RP. Do pełni szczęścia brakuje mi więc tylko tradowej Bez ryski – jak Kasia pozwoli, to może następnym razem. Kasi została do pokonania Bardzo lewa piątka z bardzo wrednym – jak na piątkę – początkiem.

Następnie Ruskie Baszty. Kasia wstawia się w Typ Śródziemnomorski (Przez Dziuple), ale droga zrzuca i ją, i potem mnie. Jednak jest postęp, w końcu znajduję na nią patent i na wędkę udaje się nam całość nawet w ciągu przejść. Kolega Greg miał rację, to jest szóstka i nic bym w wycenie nie zmieniał. Co nie zmienia faktu, że jak dla nas jest to trudna i siłowa szóstka, więc radzimy sobie na niej trochę gorzej niż na teoretycznie trudniejszych drogach, gdzie tyle wytrzymałości nie potrzeba. À propos! Tydzień później znowu jedziemy do Podlesic i najpierw Kasia, a potem ja prowadzimy czysto Prawą pilchówkę (VI.1) RP. No nareszcie!

Piotrek i WitekKasia
WitekUśmiech od oka do okaKasiaWitek i KasiaPrawa pilchówka (VI.1) RPPrawa pilchówka (VI.1) RP

lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Komentarze do zdjęć:

Uśmiech od oka do oka

wspindoktor: Fajni jestescie! Gratuluje luzu, dystansu i poczucia humoru. Moze spotkamy sie kiedys na jurze to wzniesiemy razem toast! A Przez Dziuple wcale nie jest takie trudne;)




Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.