album rodzinny

Witamy w naszym albumie rodzinnym! Znajdziecie tutaj zdjęcia z różnych wydarzeń od 1940 roku, aż do dnia dzisiejszego. Zdjęciom często towarzyszą bardzo rozbudowane opisy, więc nawet jeśli zabrakło Cię na ostatniej imprezie to zaraz wszystkiego się dowiesz:). Oglądajcie, czytajcie, wspominajcie, a w razie czego poprawiajcie! No i oczywiście komentujcie w księdze gości! Zapraszam...


lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Apollonia - Vlora - Llogara - Himarë, czyli zwiedzanie i plażowanie

Dzień piąty – Apollonia – starożytne miasto Ilirów

Apollonia (Illyria)

Berat okazał się dla nas bardzo gościnnym miejscem, ale przecież czeka na nas w Albanii więcej atrakcji! Rano udajemy się na główny plac i wsiadamy w autobus. Dzisiaj chcemy dojechać do Vlory, a po drodze zwiedzić ruiny starożytnej Apollonii. Droga do Fier jest dobra, ale kręta, przejazd zajął nam ok. 1,5 godziny. Tutaj robimy sobie przerwę na śniadanie i krótki odpoczynek, po czym znajdujemy furgon, którego właściciel obiecuje zawieść naszą czwórkę gdzie chcemy za jedyne 150L. Dla porównania taksówkarz chciał wziąć od nas za kurs 1000L! Furgon nie ruszy póki jest choć odrobina miejsca! Jest dość ciasno, ale lokalny koloryt zawsze jest cenniejszy niż wygody. Nasi współpasażerowie to mieszkańcy wioski Pojani, którzy wracają po prostu do domu, nie ma wśród nich ani jednego turysty i wygląda na to, że jesteśmy dla nich dość niecodziennym widokiem.

Dolores, Jeremi i MajaMaja i JeremiMajaMajaMaja, Jeremi i Mama
Dolores, Jeremi i MajaObelisk poświęcony Apollinowi

Zwiedzanie Apolloni z małym dzieckiem nie jest takie proste. Teren nie bardzo nadaje się do używania naszego niezawodnego i niezniszczalnego wózka, a Jeremi nie zawsze ma ochotę iść tam gdzie my. Poza tym jest bardzo ciepło (pomimo, że to już połowa września). Jak zwykle w takich miejscach żal tego wszystkiego co zostało przez ludzką głupotę zdewastowane i rozkradzione. Zostały resztki, zaledwie cień świetności dawnego dumnego miasta. Jemy lody i powoli schodzimy w dół do wioski Pojani. Ale jak się stąd wydostać? Jest środek dnia, ciepło, tubylcy chyba mają sjestę, poza ludźmi na wozie zaprzężonym w osiołka nie ma żywej duszy! Na szczęście znajdujemy mały pub, a tam zasięgamy informacji przy pomocy rąk i kilku albańskich słówek u bardzo uczynnego (jak zwykle zresztą) albańczyka. Ten informuje nas, że autobusu nie ma, a kierowca furgonu śpi po obiedzie, ale nie ma problemu, bo on nam oczywiście załatwi transport! Mniej więcej po upływie czasu potrzebnego na opróżnienie jednej butelki piwa Tirana przyjeżdża mercedes (oczywiście), a w nim przesympatyczny pan, który niezważając na to, że w ogóle go nie rozumiemy zagaduje nas przez całą drogę powrotną do Fier! Za przysługę bieże od nas 500L, co jest zupełnie niewygórowaną ceną, zważywszy, że specjalnie dla nas wychodził z domu:). Więcej o starożytnej Apolonii w internetowym przewodniku po Albanii:

Apollonia / Aπολλωνία κατ' Επίδαμνον (Illyria) – przewodnik

Maja, Jeremi i WitekDroga na agoręDolores, Jeremi i MajaNa osiołku

Nadal dzień piąty, ale już Vlora

Widok z okna hotelu Bologna, Vlora (Albania)Balkon jednego z pokoi w hotelu Bologna, Vlora (Albania)

Do Vlory docieramy trochę po godz. 16. Hotel Bolonia z zewnątrz nie prezentuje się może zbyt okazale, zwłaszcza, że zaraz obok stoi budynek nowocześniejszy... Ale jak wiadomo, pozory mogą mylić. Pokoje są czyste i bardzo duże. Gdy wchodzimy do naszego zakochujemy się w pięknym widoku na zatokę. Zdecydowanie zostajemy tutaj!

Widok z balkonu na zatokę, Vlora (Albania)Maja, Jeremi i DoloresJeremiBut, Vlora (Albania)Maja i JeremiMaja, Jeremi i Mama
MajaWitek

Zostawiamy rzeczy i idziemy przywitać się z morzem! Woda wygląda na czystą i parę osób się kąpie. No ale jest już późno... poza tym w jednym miejscu widzimy jakiś podejrzany strumyk wpływający do morza, więc ostatecznie postawawiamy tylko zanurzyć nogi, a z pływaniem poczekać do jutra.

Vlora nocą (Albania)Współlokator na suficie

W nocy mamy bardzo miłego gościa - śliczną, małą jaszczurkę. Niestety nie przepadała za błyskiem flasza i szybko uciekła. Na dole hotelu, piętro pod nami, odbywa się huczne albańskie wesele! Zwyczaje chyba są trochę inne niż u nas. Impreza zaczyna się dość późno, gdy goście zaczynają się schodzić robi się już ciemno... Ale bawić się zdecydowanie potrafią, śpiewy i tańce trwają do godziny piątej rano:).

Dzień szósty (ranek) – opuszczamy Vlorę

Vlora (Albania)Jeremus of Borg, czyli Jeremi w kosmosieVlora, dom handlowyVlora (Albania)Jeremi i Witek
Na południe od Vlory (Albania)Na południe od Vlory (Albania)Na południe od Vlory (Albania)

Wstajemy przed ósmą i idziemy do sklepu. Kupujemy prowiant na drogę i byrka na śniadanie. Wracamy do hotelu po bagaże i idziemy szukać autobusu, który przewiezie nas przez Góry Lungarë, nad Morze Jońskie, gdzie mamy zamiar trochę poleniuchować. Więcej zdjęć i kilka praktycznych informacji na temat Vlory w internetowym przewodniku po Albanii:

Vlora / Vlorë / Αυλών / Avlona / Valona (Albania) – przewodnik

Dzień szósty (południe) – Przełęcz Llogara

Góry Lungarë (Albania)Po drodze na przełęcz LlogaraGóry Lungarë (Albania)

Szukamy jakiegoś przystanku, ale jak się później okazało było to zupełnie niepotrzebne. Zamiast iść całkiem spory kawał drogi w stronę Placu Niepodległości, mogliśmy spokojnie czekać przy głównej drodze (która biegła niedaleko naszego hotelu) i zatrzymać autobus machnięciem ręki:). Ciągle pokutują w nas przyzwyczajenia z poukładanej po niemiecku Unii, przystanki, rozkłady jazdy... a w Albanii jest po bałkańsku, możemy wsiadać do autobusu tam gdzie nam wygodnie!

Kierowca zatrzyma się po drodze na zakupy, na obiad, żeby wyświadczyć komuś jakąś przysługę i coś przy okazji przewieźć... Autobus po drodze załatwi dodatkowo sprawy takie jak dostarczenie prasy czy poczty do miejscowości leżacych po drugiej stronie gór.

Postój na zakupyPostój na zakupyBar i hotel AlbertiBar i hotel Alberti
Dolores, Witek i JeremiTutaj jeszcze można bez kaskówJeremi przy autobusie

Kiedy zatrzymujemy się na postoju, początkowo nie bardzo wiem co robić... Wysiada kierowca, potem inni pasażerowie... Co to, przerwa na sikanie? Przecież na pewno nie jesteśmy na miejscu. Nie... nie jesteśmy... ale kto by chciał siedzieć tyle godzin w autobusie bez przerwy:). Kierowcy przerwa na posiłek w cywilizowanych warunkach się należy i pasażerom oczywiście też.

Na drodze pojawiają się motory, a na nich motocykliści... bez kasków! Jaki piękny widok! Niestety u nas już zakazany! Mam nadzieję, że albańczycy nie dadzą sobie tak łatwo tego odebrać.

Morze JońskieJeremi przyklejony do szybyMorze JońskieBabciaDhërmi (Albania)
Droga przez góry Lungarë (Albania)Po drodzeDroga przez góry Lungarë (Albania)

Jedziemy dalej po krętych serpentynach. Całe szczęście, że częste zakręty nie pozwalają na rozwinięcie większych prędkości... Widok na morze z tej wysokości jest niesamowity! Jeremi przykleja się do szyby! Jeszcze nie potrafi tego powiedzieć, ale z pewnością potrafi go docenić! A więcej zdjęć z przełęczy Llogara, jak się już pewnie domyślacie, w internetowym przewodniku po Albanii:

Przełęcz Llogara (Albania) – przewodnik

Po drodzeBabciaBabciaDroga przez góry Lungarë (Albania)Kozy

Dzień szósty (popołudnie) – dojeżdżamy do Himarë / Himara

Maja wita się z morzem

Za przełęczą droga przechodzi przez mniejsze miejscowości, w tym przez bardzo malowniczo położone Dhërmi. Zastanawiamy się gdzie się zatrzymać. W końcu decydujemy się na Himarë. Decyzja trafna, miasteczko leży praktycznie na plaży, nie trzeba nigdzie chodzić z wózkiem, sklepy, restauracje i bankomaty praktycznie pod nosem, a jednocześnie trudno nazwać Himarë wielkim kurortem. Jest bardzo spokojnie i przyjemnie. Pytamy o pokój w pierwszym napotkanym hotelu, czyli może 20m od miejsca w którym wysiedliśmy z autobusu. Natychmiast się wprowadzamy i jeszcze w ostatnich promieniach słońca zażywamy kąpieli w Morzu Jońskim! Dobranoc.

JeremiMajaWitek i MajaJeremiCzekamy na późny obiad

Dzień siódmy – plaża w Himarë

Prawie jak w szkole:)Jeremi i MamaJeremi na plaży

Jest wtorek, 15 września 2009 roku. Pogoda jest piękna, słoneczko świeci, szum morza wzywa do kąpieli... robimy sobie małe śniadanie i idziemy na plażę. Poza nami praktycznie nikogo nie ma... w ciągu dnia, poza dzieciakami, przewiną się przez nią może trzy osoby. Dla Albańczyków jest już zdecydowanie po sezonie.

JeremiWitek, Jeremi i MajaWitek i JeremiMaja
Dzieciaki z HimarëHimarë / Himara (Albania)Himarë / Himara (Albania)

Jeremi bawi się w piasku a Maja pływa w morzu. Na obiad jemy jakąś świerzą rybkę, a jak dzieci usną pijemy na balkonie piwo Tirana. Dobranoc.

Dzień ósmy – plażowania ciąg dalszy

Maja odrabia zadanieDolores, Maja i JeremiDrzemka na plaży

Jest BOSKO! Pogoda nas rozpieszcza. Prawie cały dzień spędzamy na plaży. Jeremi zasypia na huśtawce. Jest cicho. Poza szumem morza nic do naszych wypoczywających uszu nie dociera... Maja w przerwach między kąpielami odrabia lekcje. W końcu jest rok szkolny:). Zamieniła tylko ławki w szkole na piasek na albańskiej plaży.

Himarë / Himara (Albania)Jeremi i MajaDzieciaki z HimarëSkok na główkęDzieciaki z Himarë
JeremiJeremi intelektualistaJeremi

Poza chłopakami, których zajmują różne dziwne zabawy, no i nami oczywiście, na plaży są tylko dwie panie z dzieckiem, które nas zagadują. Mamy problemy z komunikacją, bo one nie znają angielskiego, a my albańskiego. Mimo to przy pomocy paru włoskich słówek i języka migowego udaje nam się ustalić, że jedna z nich pochodzi z Grecji, a jej córka studiuje w Krakowie na UJ. Na odchodne częstują nas winogronami. Bardzo przyjemny dzień kończymy tradycyjnie piwem Tirana. Jutro jedziemy dalej na południe... A trochę więcej o Himarë możecie przeczytać w internetowym przewodniku po Albanii:

Himarë / Himara / Χειμάρρα (Albania) - przewodnik

Dolores, Maja i JeremiSensacyjne odkrycie - apachety w Albanii!Himarë / Himara (Albania)Widok z balkonuJeremi i Kolega

Albania 2009:

Warszawa – Krujë – Divjákë – Berat, czyli pierwsze kroki w Albanii (95 zdjęć)Apollonia - Vlora - Llogara - Himarë, czyli zwiedzanie i plażowanie (87 zdjęć)Saranda - Ksamil, czyli raj na ziemi (47 zdjęć)Ksamil - Butrint, czyli z raju do starożytności (64 zdjęcia)Gjirokastër i Krajowy Festiwal Folkowy (51 zdjęć)Durrës - Tirana - Warszawa (87 zdjęć)
lata 1934-1976lata 1977-1984lata 1985-1988lata 1989-1995lata 1996-1998
20002001lata 2002-2003200420052006200720082009
20102011201220132014201520162017

Komentarze do zdjęć:

Na południe od Vlory (Albania)

Monique: Super pomyślany kadr !! Te wystające parasolki wywołały uśmiech na mojej twarzy :-)

Morze Jońskie

Vicky Cristina: Aż by się chciało wskoczyć...

Babcia

Monika Porzucek: Dobre jest "reporterskim okiem" chwycone




Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.